Natknęłam się ostatnio na nieco starszy, bo z 2012 roku, artykuł Alix Spiegel zatytułowany  Struggle Means Learning: Difference in Eastern and Western Cultures  („Zmaganie się znaczy uczenie się: Różnica kultur wschodnich i zachodnich” tłum. tytułu bmirjak), w którym autorka opisuje doświadczenia Jima Stiglera z lat 1970-tych, kiedy odwiedził Japonię i zobaczył jak na lekcji matematyki uczeń nieradzący sobie z problemem został wywołany do tablicy. Cała klasa przyglądała się jak próbował rozwiązać zadanie. Nauczyciel tylko pytał uczniów czy sześcian jest już dobrze narysowany. I wreszcie, gdy obserwujący lekcję Stigler z wrażenia zlany już był potem, chłopiec wreszcie dobrze wyrysował kostkę, a cała klasa biła mu brawo. Wbrew przewidywaniom Stiglera chłopiec nie rozpłakał się, lecz uparcie próbował – wiele razy – aż doszedł do prawidłowego rezultatu. Był z siebie dumny.

Cube_(PSF)

„W kulturach wschodnich,” mówi Stigler, „po prostu zakłada się, że zmaganie się z problemem jest integralną częścią procesu uczenia się.” A pojmowane jako takie, zmaganie się jest czymś normalnym, okazją do pokazania, że mam w sobie siłę i determinację, że wytrwam w tej „walce” z problemem.

Dalej czytam wypowiedź Stiglera, obecnie profesora psychologii na uniwersytecie UCLA w Kalifornii: „Myślę, że od bardzo wczesnych czasów [w Ameryce] pojmujemy zmaganie z procesem uczenia się jako wskaźnik, że nie jesteś zbyt inteligentny. Że jest to oznaka braku zdolności, bo inteligentni ludzie nie zmagają się, nie „walczą”, tylko po prostu uczenie się przychodzi im „naturalnie.”  A to jest mit! Natomiast w kulturach azjatyckich, zmaganie się z rozwiązaniem jakiegoś problemu widziane jest bardziej jako „okazja” – w domyśle, okazja do przezwyciężenia swoich niedociągnięć, jako okazja do nauki a tym samym zmiany status quo.

Alix Spiegel przytacza też Jin Li, profesorkę z Brown University, która podobnie jak Stigler analizuje różnice w podejściu do nauki w kulturze wschodniej i zachodniej.  Li przytacza fragmenty konwersacji matki amerykańskiej i chińskiej z ich dziećmi:

Amerykańska matka rozmawiając o czytaniu książek ze swoim ośmiolatkiem mówi mu: „Aha, chwalisz się, że czytasz – a co robią inteligentni ludzie? Czytają książki.”

Tym samym przekazuje synowi informację, że przyczyną jego sukcesu w szkole jest jego inteligencja.

Natomiast Chińska matka swojemu dziewięciolatkowi, który właśnie wygrał konkurs pianistyczny, mówi: „Włożyłeś w trening i ćwiczenia dużo energii. Naprawdę ciężko pracowałeś, z dużym wysiłkiem. Sam sobie wyznaczałeś ćwiczenia.”

Co to oznacza? Że Chińska matka – koncentrując się na wysiłku, energii i włożonej pracy – koncentruje się na uświadomieniu dziecku umiejętności radzenia sobie w obliczu przeszkód i trudności. Uczy go wytrwałości w uczeniu się, w dążeniu do wiedzy lub doskonalenia talentu.

Dwa różne podejścia, dwa poglądy na naukę.

Jeśli zmaganie się z trudnościami znaczy słabość, czyli brak inteligencji, i taki komunikat dostajemy od nauczyciela, rówieśników, rodziców, współpracowników –  czujemy się z tym źle, a więc mamy mniejsze szanse na podjęcie wyzwania. Stoimy w miejscu, nie rozwijamy umiejętności, no bo po co? I tak „brak nam inteligencji.”

Ale jeśli zmaganie się z trudnościami oznacza siłę, zdolność stawienia czoła wyzwaniom, to jest ogromna szansa na to, że staniemy na wysokości zadania, damy z siebie wszystko by sprostać trudnościom i rozwiązać problem, wykonać zadanie. Damy sobie szansę na rozwinięcie umiejętności.

A więc jeśli zmaganie się z trudnościami w nauce to tak naprawdę siła prowadząca do radzenia sobie z problemami w nauczeniu się czegoś, a te napotykamy przecież przez całe nasze życie,  to znaczy, że warto wykształcić w dziecku tę siłę, tę życiową umiejętność, by mogło oswoić się ze zmaganiem i potrafiło sobie z tym poradzić.

Stigler twierdzi, że w codziennej rzeczywistości dobrze widać konsekwencje tych różnych interpretacji. Przytacza też eksperyment z nierozwiązywalnym matematycznym zadaniem, które amerykańskie dzieci odpuściły po 30 sekundach, a Japońskie wytrwale próbowały rozwiązać przez godzinę. Niesamowita siła wytrwałości.

Znam to z własnego doświadczenia, z własnej klasy języka angielskiego, w której w tym roku pośród Azjatów znalazł się piętnastolatek z Europy. Zmiana szkoły i języka w którym się uczy wszystkich przedmiotów wiąże się również ze zmianą systemu edukacyjnego. Jak mi opowiedział, w szkole w swoim kraju siedział nieruchomo w ławce spisując notatki z wykładu nauczyciela. Pasywnie czekał na instrukcje co ma zrobić i jaką dać odpowiedź. Był w miarę dobrym uczniem.

A w mojej klasie zaczął rok od czytania opowiadania Sci-Fi autorstwa Ray Bradbury „All summer in a day” o dziewczynce na planecie Wenus, Margot, którą inni uczniowie zamknęli w szafie i z tego powodu nie obejrzała słońca wyglądającego zza deszczowych chmur tylko na godzinę raz na siedem lat, oraz dyskusji w małej grupie na temat jakimi chcemy być ludźmi (temat „tolerancja” i „współpraca”). Następnie z grupą miał wspólnie ustalić bardziej szczegółowy temat prezentacji (na przykład „Chcemy być przyjaźni dla innych”) i przygotować kilka slajdów w programie PowerPoint na ten temat, by zaprezentować temat ustnie. Wspólnie.

I okazuje się, że nowy uczeń nie potrafi pracować w ten sposób. Nie rozmawia, nie przedstawia swojego pomysły, nie dyskutuje. Siedzi. Patrzy. Czeka na instrukcje. 30 sekund i odpuszcza. Za trudne. Nie umiem, nie da się.

Gdy z nim rozmawiam, proponując mu takie lub inne rozwiązanie danej sytuacji, pyta mnie „Ale jaką odpowiedź TY chcesz?” a gdy mu znów tłumaczę, że nie o odpowiedź mi chodzi ale o jego wysiłek, o jego umiejętność współpracy z innymi, o wspólną próbę przygotowania prezentacji jak najlepiej potrafią,  chwyta się za głowę i powtarza: „Powiedz mi co mam zrobić, jestem głupi. Nie będę tego robił. Nie umiem tak się uczyć.”

student

foto: mehakkhokhar

„Za trudne. Nie umiem, nie da się.” Jego podejście do nauki być może wynika z postawy „mentalności stałej”- jestem jaki jestem i tego nie da się zmienić. Poddaje się.

Ja natomiast od lat wpajam moim uczniom, że mogą rozwijać swoje umiejętności, że ja w nich wierzę, i że będziemy wspólnie nad tym pracowali, wykształcali w nich wytrwałość w dążeniu do celu. Staram się zmieniać ich mentalność na „rozwojową,” nastawiając ich pozytywnie do nauki i rozwiązywania problemów, koncentrując się na ich wysiłku i włożonej pracy.

Widzę, że nie lada problem przede mną w tym roku. Zakasuję więc rękawy. Będę cierpliwie drążyć skałę i powolutku, z każdym projektem, każdym zadaniem, każdym wyzwaniem, budować w nim wiarę, że jednak ma siłę, że jednak potrafi, że z wysiłkiem i zaangażowaniem osiągnie ogromny postęp w swojej nauce.

Bo może ja już do cna przesiąknęłam Azją?