Kilka dni temu na Fejsbuku widziałam wpis matki, której dziecko przyszło z uwagą w dzienniczku. Za co? Na pytanie tej bodajże pierwszoklasistki „Czy możemy iść na dwór zobaczyć wiosnę?” pani odpowiedziała, że muszą gonić z materiałem, a dziecko z impertynencją znów zapytało „A czy nie możemy gonić z tym materiałem na dworze?”

run-pixabay

FOTO: Pixabay

Ot, problem.

Być może problem leży w tym, że „pani” być może jeszcze nie wie, że Problem-Based Learning, czyli nauczanie problemowe, to sposób nauczania oparty na projektach lub problemach. Jest to strategia, którą można stosować w ramach różnych modeli edukacyjnych, kładąc nacisk na to, by proces kształcenia nie polegał na narzucaniu uczniom zewnętrznych schematów myślenia i działania. Nie tylko podręcznikiem uczeń żyje!

Explore-thecityatlas-org

FOTO: thecityatlas.org

Chodzi oczywiście o to, by wiedza szkolna nawiązywała do doświadczenia młodych ludzi. To wspaniała metoda nauczania i uczenia się, którą można świetnie zaangażować uczniów w istotne i znaczące dla nich zdobywanie wiedzy i umiejętności. W ich życie.

Dlaczego jest tak chwalona?

Bo poprzez skuteczne zadawanie pytań uczy umiejętności rozpoznawania całych problemów oraz części składowych problemu.

Bo poprzez badania prowadzone przez samych uczniów i ich współpracę przy szukaniu rozwiązania wspomaga kształtowanie umiejętności podejmowania decyzji i opracowywania rozwiązań. Uczy także planowania czasu oraz odpowiedzialności za „swoją działkę” złożonego projektu, kiedy każdy najmniejszy element jest ważny.

A na koniec, poprzez kilka prób przedstawienia całości widzom czy słuchaczom, oraz prób wysnucia wniosków, nauczanie problemowe uczy stopniowego doskonalenia swojego warsztatu czyli umiejętności prezentacji ustnej i pisania tekstów.

No tak, ale dzieci przecież mają podręczniki, odgórnie narzucony program do realizacji. Muszą „gonić z materiałem.”

A tymczasem w innych szkołach problemy są jakoś inne. Rozwiązywalne. Na przykład, jak przeczytałam w artykule na portalu The Journal, w jednej ze szkół w USA przedszkolaki zaprojektowały gry i zabawki używane do stymulowania umysłów orangutanów w zoo, znajdującym się na drugim końcu kraju. Uczniowie gimnazjum zaprojektowali pomnik upamiętniający historyczne wydarzenie w ich mieście i przedstawili projekt radzie miasta. Uczniowie liceum napisali projekt dla miejscowego zarządu oczyszczania miasta by w czasie zimy używać na drogach i mostach mniej szkodliwych dla środowiska materiałów przeciwoblodzeniowych.

I choć cele projektów były różne w każdym przypadku (zróżnicowany poziom wcześniejszej wiedzy i umiejętności rozwojowych przedszkolaków, gimnazjalistów i licealistów), wszystkie przypadki zastosowania problemowego nauczania opartego na projektach wykazały większe zaangażowanie uczniów i pogłębienie przyswojonej wiedzy oraz umiejętności.

Kluczem sukcesu jest więc sformułowanie wizji nauczania poprzez nauczanie problemowe. Okazuje się, że wystarczy dać nauczycielom strukturę do tworzenia dynamicznych projektów, wesprzeć ich wizję i zapewnić im szkolenia, a sami rozwiążą ten nierozwiązywalny problem „gonienia z materiałem.”

FOTO: serpadres.es

Dennis Pierce w wyżej wymienionym artykule pt. „PBL with a Purpose” pisze, że tamtejszy wydział edukacji właśnie opracował nową misję dla szkół: umożliwić wszystkim uczniom wniesienie znaczącego wkładu w świat. Lokalni edukatorzy utworzyli więc profil idealnych absolwentów szkół: chcą wykształcić kompetentnych krytycznych myślicieli, umiejętnych rozmówców, twórców, współpracowników i – co równie ważne – członków społeczeństwa wnoszących istotny wkład w jego funkcjonowanie.

I natychmiast zaczęli rozwiązywać problemy typu „lekcje są nudne” czy „po co mi ta wiedza” albo „po co ja się tego uczę.”

Ot, i nie ma problemu.  🙂