W dobie powszechnego i nieustannego dostępu do internetu i wielu związanych z nim atrakcji, czytanie spada na dalszy plan. Jak zachęcić młodzież do czytania?

W naszej szkole wprowadzamy naukę nawyku czytania – ponownie, bo w ciągu trzech i pół dekad jest to chyba już szósty lub siódmy raz. Tym razem nasze działania skupiają się na sposobach zachęcenia do czytania uczniów, którzy nie znają świata bez internetu (dostępnego w miarę powszechnie od co najmniej 20 lat) i telefonów komórkowych (od lat 1990-tych), a od dziecka mają styczność z tabletami (od 2002 roku) Youtube’em (od 2005 roku), aż po smartfony w kieszeni (od 2010 roku).

ipadkid

Dzisiejsze 14-15 latki, uczniowie mojej 9 klasy (pierwsza licealna), urodzone w 2003-4 roku, na ogół niechętnie sięgają po książkę, nawet mając niemal całkowity wybór co czytają, bo w ciągu roku wspólnie omawiamy tylko 3-4 pozycje.

A czytać powinni codziennie. No, choć kilka razy tygodniowo. Co robić?

Na początku tego roku szkolnego, już drugi raz przyjechał do nas szkoleniowiec z Singapurskiej międzynarodowej szkoły, namawiając nas na wprowadzenie do programu lekcji konkretnego czasu na czytanie.

  • Każdego tygodnia 2-3 razy po 15-20 minut każdy uczeń liceum na lekcji j. angielskiego (tak jak np. w Polsce na lekcji j. polskiego) wyciąga wybraną przez siebie książkę i czyta. Wszyscy czytają. Cisza.
  • W czasie gdy uczniowie czytają, nauczyciel szeptem przeprowadza konferencję z każdym uczniem po kolei: co czytasz? Jak długo dziennie/tygodniowo? Co się w książce dzieje? Temat? Wątek? Co szokuje? Co interesuje? Komu byś polecił? Co z niej warto zapamiętać? Zapisuje w notatniku, przy następnych spotkaniach porównując informacje z poprzedniego i drążąc dyskusję.
  • Uczniowie prowadzą też elektroniczny dziennik czytania (na Google doc, dostępny przez nauczyciela), zapisując tytuł, autora, i przeczytane strony. Zapisują też tytuły książek o których słyszeli i chcieliby przeczytać.

rdglog

Szkoleniowiec z pasją opowiadał o przeczytanych książkach, o swoich uczniach zainspirowanych jego pasją, demonstrował w jaki sposób przeprowadzić konwersację z uczniami, nawet tymi, którzy otwarcie i bezwstydnie deklarują: „Ja nie czytam!”

No dobrze, pomyślałam sobie. Spróbujmy w ten sposób.

Bo w poprzedniej edycji akcji „rozpowszechniamy czytanie” szkoła zakupiła około 3 tysiące książek z listy programu Accelerated Reader oraz sam program, którym monitorowałam dziesiątki uczniów. Program AR pozwalał uczniom, szczególnie tym dopiero rozwijającym swą znajomość j. angielskiego, na czytanie „od deski do deski” bez zniechęcenia spowodowanego niezrozumieniem tekstu, gdyż książki AR są podzielone na grupy według trudności językowej. Dla każdej z nich Accelerated Reader ma krótki test na kojarzenie faktów, zapamiętanie kluczowych postaci, zrozumienie wątków, oraz słownictwo.

ARquiz

Test nie był „na stopnie” – wyniki zapisane w programie, do wglądu nauczyciela, pozwalały mi na przeprowadzenie rozmowy o tym, dlaczego uczeń nie zrozumiał jakiejś części akcji, czy wątku, czy działania postaci, czy relacji między postaciami, powtórzenie słówek.

Jednak świadomość, że będzie test, choć nie na stopień, ale jednak na pokazanie, co się zapamiętało, a potem rozmowę z nauczycielem, do jakiegoś stopnia motywowała uczniów do wytrwania w czytaniu do końca książki i podjęcie się przeczytania trudniejszej. W każdym razie ja to zaobserwowałam przez okres 5-6 lat stosowania tego programu. Czytanie z Accelerated Reader wspomagało wytworzenie nawyku jeśli uczeń go wcześniej nie miał. Niewykluczone, że mogłoby przydać się i dziś, szczególnie szkołom dwujęzycznym i tym, którym zależy na naturalnym rozwoju języka angielskiego poprzez „konieczność” czytania wybranej przez siebie książki.

Program nie jest tani, a że było to w dobie komputerów typu PC i programu Windows, który w naszej szkole w niedługim czasie został zastąpiony z powrotem systemem komputerów Mac (od 1984 roku wprowadzaliśmy najpierw Apple IIE, całą gamę Mac-ów, potem nagły zwrot do PC i Windows, by znów wrócić do Mac-ów, tym razem przenośnych laptopów).Accelerated Reader nie wznowiono nam na nowy system. A samo „zachęcanie do czytania” nie pomogło – w grę weszły wspomniane „internety, tablety i smartfony,” i czytelnictwo ogólnie nam stopniowo spadło.

Stąd nowy szkoleniowiec i nowe „stare” metody zachęcania uczniów do czytania w czasie wolnym.

No właśnie, w czasie „wolnym.” A kiedy uczeń taki czas ma, kiedy nasz od rana do wieczora siedzi w szkole na lekcjach, po szkole zajęty jest w klubie charytatywnym, zajęciami sportowymi lub muzycznymi lub teatralnymi, albo często spieszy się (znaczy się, stoi w słynnych naszych korkach ulicznych) na „korki” z matematyki lub języka, a potem jeszcze ślęczy przy biurku nad zadaniem domowym?

I jeśli ma już tę wolną chwilę, to najchętniej sięga po… no tak, to fakt. Sięga po smartfona z grą, Youtubem, Snapczatem, Fejsbukiem czy innym portalem, gdzie może się odprężyć i zresetować swój mózg niemal do zera.

Hmmm… czytanie czy serfowanie?

A co wyszło z mojej próby nowego „starego” zachęcania do czytania? O tym w następnym wpisie. 🙂