(czas czytania = 6 minut)

Kiedy dowiedziałam się że mam pracować z uczniem głuchoniemym w mojej 9 klasie, zaniemówiłam. Jak to? Przecież ja nie umiem! Nigdy z dziećmi niepełnosprawnymi nie pracowałam. Pobiegłam do dyrektora, ale on tylko spojrzał na mnie ze zdziwieniem, mówiąc „Wierzę w Ciebie, wiem, że zrobisz wszystko by czuł się w klasie jak najlepiej może, że nauczy się na Twoich lekcjach bardzo dużo.#mentalnoscrozwojowa w akcji!

Hmmm… no fajnie, że dyro we mnie wierzy, ale jak to wykonać?

Od kogoś dowiedziałam się, że to nie nowy uczeń, że aktualnie jest w gimnazjum w 8 klasie i daje radę. Przychodzi na lekcje z tłumaczem języka migowego. „OK” – myślę sobie – „przejdę się obejrzeć jak to działa.”

Na wolnej lekcji (nota bene jesteśmy w szkole codziennie 8.5 godzin zegarowych, z czego uczymy 3 lub 4 lekcje 75-minutowe a resztę czasu poświęcamy na indywidualną pracę z uczniami, zebrania, szkolenia, przygotowanie materiałów do lekcji, szkolną dokumentację online, i mamy 40-minutowy lunch) poszłam do gimnazjum i odnalazłam Tobina na lekcji sztuki teatralnej. Muszę wyjaśnić, że nasi uczniowie gimnazjum, czyli klas 6, 7 i 8, w sumie około 500-550 uczniów, oprócz ustalonych przedmiotów podstawowych mają też możliwość wyboru kursów które ich interesują, na przykład występów teatralnych, śpiewu, programowania komputerowego, plastyki, dodatkowych języków, itp. (w liceum jest podobnie).

Obserwacja tej lekcji dała mi dużo do myślenia. Tobin wydawał z siebie nieliczne dźwięki, rozmawiając z tłumaczem na migi, po czym tłumacz wyjaśniał nauczycielowi i klasie co Tobin powiedział. Zajmowało to trochę czasu. Patrzyłam na uczniów, ale nie okazywali znudzenia, nie wiercili się, nie przeszkadzali. Właściwie to patrzyli z obojętnością na migające ręce, cierpliwie czekając na głos tłumacza.

Tobin świetnie dawał sobie radę w interpretacji pantomimicznej, ruchowej, lecz by wyrazić to co myśli czy czuje potrzebny był tłumacz. „Jak w takim razie przebiegną prace nad nauką języka angielskiego, pracą w grupach?” natychmiast pomyślałam.

Dziewiątoklasiści zaskoczyli mnie. I samych siebie pewnie też. Tylko kilka dni trwała konsternacja jak rozwiązać problem komunikacyjny, a potem już „poszło”, choć nie brakowało trudnych momentów. Praca w grupach – jedna powiększona o tłumacza – przebiegała sprawnie. Przez cały rok w parach, małych grupach, większych grupach, uczniowie pracowali zgodnie z harmonogramem. Czasu starczyło.

grupy9thgr

Myślę, że wtedy najprzyjemniejszym projektem grupowym była multimedialna książka „Romeo i Julia od A do Z” w programie iBooks czyli 26 rozdziałów stworzonych według listy zadań: napisać anegdotę, list, zaproszenie, opis zdarzenia, wiersz „haiku”, odę, charakterystykę postaci, krótką analizę literacką, oraz kilka innych, w tym sześć dowolnych stron multimedialnych.

Grupa Tobina postanowiła wykorzystać „zielony pokój” w bibliotece i nagrać scenę bitwy Romea z Tybaltem ze „sportowym” komentarzem na żywo przeprowadzonym przez resztę grupy. Niewątpliwie mając do pokonania najwięcej trudności organizacyjno-komunikacyjnych ta właśnie grupa zżyła się najbardziej podczas pracy nad projektem.

Tobin trafił również do mojej klasy IB English B w roku 11 i 12, klasy międzynarodowej matury, gdzie poziom wiedzy i intensywności pracy jest jak na pierwszym roku studiów. Znów przed rozpoczęciem kursu obawiałam się jak da sobie radę. Tu już nie 9 klasa i machanie szekspirowską szabelką! Tu trzeba główkować, zbierać informacje, przetwarzać je na 18 różnych sposobów w teksty wymagane przez IB, jasno i zwięźle wyrażać opinie. Dyskutować w grupie.  Jak sobie da radę? Jak to wpłynie na innych uczniów, którzy chcą osiągnąć jak najlepsze wyniki na egzaminach?

I znów okazało się, że moje obawy były zbyteczne. Uczniowie, tak jak kiedyś w ósmej klasie, i w mojej dziewiątej, spokojnie podeszli do sprawy. Okazali cierpliwość i zrozumienie.

Mało tego, gdy niebawem okazało się że przy głośnych i szybkich dyskusjach tłumacz nie nadąża, uczniowie sami wymyślili pomocny sposób – założyli specjalną stronę w Google Docs, na której każdy uczeń mógł pisać i redagować wspólne notatki, a na każdej dyskusji jeden z najszybciej piszących uczniów spisywał kto co mówi „jak leci” – tak, by Tobin mógł potem przeczytać i uzupełnić braki w „usłyszanej” informacji.

Tuż przed maturą podeszła do mnie jedna z japońskich uczennic: „Wiesz, zastanawiałam się jak ja sobie poradzę na tym kursie, było mi naprawdę trudno nadążyć. Mój angielski nie jest na super poziomie. Ale wiesz, powiem Ci w sekrecie. Patrzyłam na wysiłek Tobina i jak on musi sobie poradzić i jak ciężko pracuje, i to codziennie dodawało mi otuchy i zapału do pracy. Cieszę się, że byłam w tej klasie, i że on też tu był.”

Summa summarum, uczniowie oprócz języka angielskiego i umiejętności pisania i czytania 18 różnych rodzajów tekstu z programu IB English B, oraz elokwentnej dyskusji i umiejętnego wysławiania się, nauczyli się też cierpliwości, uważnego słuchania, dociekliwości by dopytać o niejasności, i rozwiązywania niespodziewanych problemów wynikających z obecności Tobina w grupie.

A sam Tobin czego nauczył się pracując w grupowych projektach?

„Dlaczego praca grupowa spowodowała, że zostałem lepszym człowiekiem? Choć niektórzy wolą pracować samodzielnie, praca w grupach jeszcze bardziej wzmacnia człowieka. Dzięki pracy grupowej następuje rozwój umiejętności komunikacyjnych, poznanie różnych perspektyw i rozwiązanie skomplikowanych problemów. Te ważne umiejętności umożliwiły mi otwarcie drzwi na nowy świat.”

Jestem z niego dumna. Jestem dumna z każdej całej klasy w której uczył się Tobin. Jestem dumna z każdej grupy uczniów z którą pracował.

Wykształcił się dobry człowiek. Wykształcili się dobrzy ludzie.