Co by się stało, gdyby na naszej drodze nagle stanął wygłodniały niedźwiedź? Odpowiedź z pozoru jest prosta – pewnie zaraz ktoś byłby martwy, i to na pewno nie niedźwiedź! Ale przecież nie ma na drogach niedźwiedzi.

Lecz czasem pozory mylą. Czyż we współczesnym świecie tym niedźwiedziem nie jesteśmy MY, dla naszego dziecka czy ucznia? I to codziennie!

Natknęłam się na bardzo ciekawy wpis na blogu „edukowisko.pl” – Joanna Kalembka, psychologi psychoterapeutka, w swoim artykule Jak negatywne doświadczenia z dzieciństwa programują późniejsze życie? O badaniach, które powinien znać każdy rodzic opisuje sytuację oko w oko z niedźwiedziem z punktu widzenia biologii. Opisuje co by się działo z naszym ciałem i umysłem, jak takie spotkanie wstrząsa naszym organizmem.

bear teeth

I zastanawia się — „co jeśli codziennie spotykalibyśmy na swojej drodze wygłodniałego niedźwiedzia? Co jeśli codziennie doświadczalibyśmy nasilonej reakcji stresowej, która nie mogąc się wyciszyć, zmieniłaby się w chroniczny, toksyczny stres? I wreszcie, jak doświadczanie takiego przewlekłego, toksycznego stresu oddziałuje na dzieci w długoterminowej perspektywie?

Joanna Kalembka pisze też o tym, że w dzisiejszych czasach wygłodniałe niedźwiedzie grasują w naszym życiu na codzień. I najgorsze jest to, że dla dzieci i młodzieży to MY nimi jesteśmy – my rodzice, my nauczyciele, my dorośli.

Dlaczego?

Kalembka przytacza wyniki prawie czterdziestoletnich badań nad tym, jak negatywne doświadczenia z dzieciństwa wpływają na późniejsze, dorosłe życie. Wyniki są wręcz przerażające, jednakże nie dziwią. „Przede wszystkim okazało się, że doznawanie negatywnych doświadczeń w dzieciństwie ( ang. adversity) jest zjawiskiem powszechnym. Około 2/3 badanych ( 67%) doświadczyło w dzieciństwie traumy w przynajmniej w jednej kategorii. Warto wiedzieć, że badania powtórzono kolejno w 32 stanach USA, a następnie w 23 krajach na świecie, i za każdym razem, niezależnie od statusy materialnego czy wykształcenia osób badanych, wyniki pokazywały, że 2/3 do nawet połowy przebadanych osób cierpiało w dzieciństwie z powodu negatywnych doświadczeń.” pisze Kalembka.

I walcząc z takim niedźwiedziem na codzień, dzieci dorastają, stają się „trudną” młodzieżą a potem dorosłymi, wciąż zmagającymi się ze swoimi negatywnymi doświadczeniami doznanymi w dzieciństwie.

Dla mnie jako edukatora najważniejsze wnioski Joanny Kalemby znalazłam pod koniec jej artykułu, gdy przytacza wyniki badań doktor Burke-Harris pracującej w ośrodku Bayview Child Health Care Center, opublikowanych w jej książce The Deepest Well: Healing the Long-Term Effects of Childhood Adversity.  Badania Dr Burke-Harris uwydatniają „zależności pomiędzy doświadczanym przez dzieci stresem a ich trudnościami z nauką i zachowaniem. Im więcej negatywnych doświadczeń, tym więcej problemów z uczeniem się ( tym mniejsza m.in umiejętność koncentracji i większa impulsywność) oraz bardziej zdezorganizowane zachowanie.”

I dalej Joanna Kalemba pisze: „Badania dr Burke-Harris dały mi wiele do myślenia, bo wyniki jej badań dosadnie pokazują smutną, wręcz zatrważającą statystykę — dzieci narażone na cztery lub więcej negatywnych doświadczeń,  mają 32,6 razy większą szansę  na przejawianie trudności w uczeniu się i zachowaniu [dla porównania dzieci, które otrzymały 0 punktów, czyli nie doświadczyły żadnych traum w dzieciństwie, ten współczynnik wynosi 2-3% prawdopodobieństwa przejawiania zaburzeń w uczeniu się i zachowaniu.]”

Oto efekty walki z wygłodniałym niedźwiedziem, z którym dzieci i młodzież stają oko w oko, dzień w dzień. 

grizzly-bear-portrait

Poza efektami zdrowotnymi, czyli większych szans na zachorowanie w późniejszym wieku na „choroby serca, nowotwór, wylew, i cierpienie z powodów przewlekłych problemów ze zdrowiem niż osoba, która otrzymała zero punktów w badaniu, nawet statystycznie żyjąc o 20 lat krócej w porównaniu do osób, które nie doświadczyły żadnej traumy w dzieciństwie,” efektem tej walki, efektem długotrwałego, toksycznego stresu są trudności w uczeniu się i zachowaniu, w domu i w szkole. 

W swoim blogowym artykule Co ma szczęście do nauki pisałam o tym, jak w swojej klasie nauczyciel każdego dnia postrzega swoich uczniów. Czy widzi ich doświadczenia? Czy zdaje sobie sprawę z tego, że być może połowa trzydziestoosobowej klasy stanęła dziś rano oko w oko z niedźwiedziem? Czy może takiemu dziecku czy nastolatkowi pomóc? TAK, nauczyciel MOŻE pomóc, ale musi mieć na to możliwości.

Tak, MOŻNA  uczniom pomóc – poprzez budowanie z nimi relacji, postrzeganie ich emocji (piszę o tym w Jak emocje uczniów wpływają na naukę), poprzez zmianę ich nastawienia ze „stałego” na „rozwojowe” (piszę o tym we wpisach Jak rozwinąć mentalność rozwojową część 1 i część 2, oraz w Wakacje dla mentalności rozwojowej? Skądże! ). Ale to jest niezmiernie trudne w trzydziestoosobowej klasie, i dodatku w radykalnie zmieniającej się rzeczywistości edukacyjnej.

Duuuży ten niedźwiedź.

A co robią nieustanne klasówki i kartkówki, wyścig ocen? Czy też nieustanne zmiany nauczycieli, lub też nauczyciele „latający Holendrzy” w biegu z jednej szkoły do drugiej, niemogący wykształcić pozytywnych relacji z uczniami – nie dlatego, że nie chcą, tylko dlatego, że jest to fizycznie niemożliwe?

Oj, całe stado niedźwiedzi na codzień.

Dlatego uważam, że czas to zmienić. Czas naprawdę zastanowić się nad tym, Co z tą edukacją dalej zrobić. I w jaki sposób rodzice mogą się zaangażować poprzez własną edukację (bo to rodzice TEŻ powinni nadal „chodzić do szkoły” 🙂 ) 

Czas wprowadzić system edukacji szkolnej, w którym nauka nie przynosi dzieciom przewlekłego stresu, i nie stawia in na drodze dodatkowych wygłodniałych niedźwiedzi.

Bo gdy nam w oczy patrzy wygłodniały niedźwiedź, dzień w dzień, codziennie, nieustannie, odpowiedź na pytanie „co by było” jest oczywista.

Ktoś jest martwy. Na pewno nie niedźwiedź. Mały człowiek. Duży Człowiek. Społeczeństwo.

My.