Pamiętam kilka lat temu mój syn na uniwersyteckim wydziale reklamy zapytał profesorki, „Dlaczego piszemy symulacje reklam, skoro moglibyśmy pisać dla jakiejś firmy? Może są w mieście małe firmy bez kasy na drogą kampanię reklamową a chętnie  zostałyby „królikiem doświadczalnym” dla naszych studentów?”

Profesorka odparła, „Tego nigdy nie robiliśmy, ale dlaczego nie spróbować?” A po kilku tygodniach przygotowań ruszył projekt: studenci w kilku grupach rywalizujących ze sobą o dyplom uznania rozpoczęli wdrażanie nabytych umiejętności i zgromadzonej na wykładach wiedzy w projekt kampanii reklamowej dla autentycznego odbiorcy.

Największą korzyścią tego przedsięwzięcia, mówił mi później syn, była świadomość, że to nie jest „na niby” czy „na ocenę”. Że wysiłek, który wszyscy włożą we współpracę i zaangażowanie w jak najlepsze zaprezentowanie swych umiejętności być może zaowocuje kontaktem biznesowym. A może stażem czy nawet pracą? No a „w najgorszym wypadku” dobrym doświadczeniem, które na pewno przyda się w późniejszym życiu.

„W najgorszym wypadku!”

Pamiętam, że uśmiechałam się, jak z przejęciem opowiadał o przygotowaniach, a efekty widziałam osobiście na końcowym spotkaniu podsumowującym grupowy projekt. Wyszło rewelacyjnie.

A uśmiechałam się, bo znam uczucie ogromnej satysfakcji gdy uczniowie dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami z innymi. Co roku moja (pierwsza licealna) klasa języka angielskiego i literatury uczy się elementów opowiadania – wątek, temat, charakteryzacja postaci. Czytamy opowiadania, analizujemy je, rozkładamy na czynniki pierwsze. A potem następuje proces odwrotny – tworzymy własne opowiadania. Piszemy pierwszą wersję, potem drugą. I kiedyś na tym poprzestawaliśmy.

Od jakiejś dekady, przy drugiej wersji pomagają nam uczniowie z klasy 11 i 12 zrzeszeni w klubie „pomocy naukowej”. Asynchronicznie komentują pracę młodszych uczniów na Google doc, podpowiadają co można poprawić i jak to zrobić, a przede wszystkim podtrzymują ich na duchu w tym przedsięwzięciu. Na koniec procesu pisania tekstu moi uczniowie otrzymują ocenę formatywną. Niech opowiadanie „odpocznie”, a my zajmiemy się czymś innym.

Po kilku tygodniach następuje ponowny proces pisania, poprawiamy, znów konsultujemy ze starszymi „pomocnikami” i zmieniamy coś jeszcze, i na koniec ilustrujemy opowiadanie rysując odpowiednio dobrane scenki czy obrazki.

CIMG0053

Dawno temu tekst i ilustracje były ręcznie składane w „książkę” w bloku rysunkowym. To zdjęcie z 2003 roku.

Ale dziś mamy dostępną nowoczesną technologię, toteż wypożyczamy z biblioteki zestaw iPadów i przenosimy na nie swoje „książki” z zeskanowanymi (lub sfotografowanymi) obrazkami. Na koniec dochodzi strona tytułowa i strona „o autorze” ze zdjęciem (co też jest nie lada wyzwaniem, selfie czy pozowane? W plenerze czy ze szkolnej legitymacji? Jak się najlepiej zaprezentować od strony „biograficznej”?)

A potem idziemy na wycieczkę do podstawówki, do klasy trzeciej. Nasz autentyczny odbiorca co roku jest niezmiernie wdzięczny za wizytę. W małych grupkach rozsianych po klasie dzieci chętnie czytają opowiadanie na zmianę z autorami, zadają mnóstwo pytań o wątki i postaci, o konstrukcję opowiadań (gdyż umówione byłyśmy z nauczycielką, że 3 klasa w tym czasie również będzie próbować sił w pisaniu opowiadań) i o słownictwo.

Niektórzy mieli problemy z głośnym czytaniem, ale wspólnym wysiłkiem, poprawiając się nawzajem, każde dziecko przeczytało około 5-6 opowiadań w ciągu 35 minut.

Po wycieczce moi uczniowie piszą refleksje: jak przebiegł im proces pisania i tworzenia „e-książki” od początku do końca, jakie napotykali problemy i jak je rozwiązali (lub nie). Ostatnie pytanie brzmi: jak się czułeś/czułaś przed prezentacją swoich dzieł i jakie miałeś/miałaś odczucia po odwiedzinach w podstawówce?

Bo te odczucia, moim zdaniem, są w tym przedsięwzięciu najważniejsze. Wierzę, że wrażenia zostaną z uczniami – tymi młodszymi i ze starszymi – na długo, a być może, że na całe życie, bo już kilkoro byłych moich uczniów podążyło drogą kariery w edukacji, w tym wczesnoszkolnej. Pisali mi o tym, że właśnie to wydarzenie obudziło w nich tę pasję.

Maya

Bo podzielili się swym dziełem z innymi. A można przecież podzielić się swym opowiadaniem czy projektem zapraszając do klasy żwawych lecz samotnych staruszków którzy z chęcią obejrzą prezentację. Można przejść się do pobliskiego sanatorium, gdzie być może grupa rekonwalescentów z przyjemnością posłucha opowiadań czy deklamacji wierszy. A jeśli sami uczniowie zorganizują tę wyprawę czy wizytę od początku do końca, ileż się nauczą! Z korzyścią dla wszystkich.

Podziel się więc swym dziełem z autentycznym odbiorcą! I pozwól dzielić się swym uczniom.