Według wielu ekspertów popierających projekty i wspólną pracę w zespołach, zaangażowanie ucznia w taki sposób nauczania/uczenia się jest niewspółmiernie większe niż w tradycyjnie zorganizowanej klasie nastawionej na wysłuchanie wykładu nauczyciela i wykonanie jego poleceń.

Jednym z ekspertów jest Joseph South, były dyrektor US Office EdTech przy Ministerstwie Edukacji w USA, który w swym blogowym wpisie opowiada, jak w pewne wakacje kolega zaprosił go do sali uniwersyteckiej gdzie wykładał jego ojciec i gdzie stał jeden z pierwszych komputerów, Commodore. Zafascynowany czwartoklasista, z niewielką pomocą kolegi a potem studentów uniwersyteckich, zaczął uczyć się programowania BASIC, głównie metodą prób i błędów. Wspomina swoją odporność na problemy i porażki (a propos, o ćwiczeniu odporności pisałam w Policz swe upadki przed zwycięstwem oraz w Rozwój nie oznacza perfekcji). Opowiada, że wybierał najbardziej interesujące projekty i angażował się tak, że nieraz przez cały dzień zapominał nawet coś zjeść. Jego uczenie się,  jak mówi, „kompletnie się zreformowało.”

South stwierdził wówczas, żetechnologia może być potężnym narzędziem do przekształcania sposobu uczenia się.”   Technologia pozwoliła mu stać na równi ze studentami, na równych prawach, wspólnie badając problem. Pozwoliła mu też być jednocześnie ich nauczycielem gdy coś wiedział czego oni nie wiedzieli, bo „to zmieniło moją rolę z ucznia-obserwatora na ucznia-nauczyciela-uczestnika”. Dało mu nie tylko większą pewność siebie ale i usankcjonowany głos w negocjowaniu relacji w grupie.  I to działo się ponad ćwierć wieku temu!

Joseph South stwierdza też, że w dzisiejszych czasach, szkoły – jeśli wprowadzają naukę opartą na projektach – pozwalają uczniom osiągnąć ten sam efekt. Taka nauka daje uczniom siłę kierowniczą, umożliwia im też korzystanie z technologii jako narzędzia do rozwiązywania nurtujących problemów, wybranych przez nich i dla nich ważnych. Taka szkoła traktuje uczniów jako badaczy współpracujących na równi z nauczycielami oraz innymi uczniami.

Przypomniało mi to nowinkę – nauczeństwo.

Na portalu Edunews.pl Stanisław Czachorowski pisze:Nauczeństwo (nauczanie i uczenie się) to neologizm utworzony na próbę w czasie dyskusji ze studentami na portalu społecznościowym – oznacza uczyć się od siebie nawzajem, gdzie role nauczyciela i ucznia/studenta są przemieszane. Chyba już to słowo zakorzeniło się w dyskusji edukacyjnej. Doświadczam nauczeństwa na co dzień. Coraz bardziej świadomie.”  JA TEŻ doświadczam! 🙂 I to od wielu lat, bo już w latach 90-tych wprowadzałam projekty na swoich lekcjach j. angielskiego, wypierając metodę gramatyczno-translacyjną.

Stanisław Czachorowski wyjaśnia, że „Nauczeństwo to proces, w którym nauczyciel jest jednocześnie uczestnikiem, tutorem, coachem. To także skupienie się na tworzeniu warunków do uczenia się, a nie tylko transmisji gotowej i niepodważalnej wiedzy. Raz jestem nauczycielem, a raz uczniem.”  Wyjaśnienie skupia się na pracy ze studentami uniwersyteckimi, ale czyż nieprawdą jest, że codziennie uczymy się wszyscy nawet od najmłodszych?

Wracając do eksperta z USA, Joseph South pisze, że  do owych wakacji w laboratorium uniwersyteckim South był przekonany, że uczenie się to „głównie zapamiętywanie faktów i prawidłowe odtworzenie ich na klasówkach. Podręczniki i nauczyciele wiedzieli wszystko, a nauka była procesem ładowania wiedzy w mój mózg, bym mógł wypluć ją co do słowa. To dawało mi stopnie, które uszczęśliwiały moich rodziców.” Dopiero w laboratorium poznał inne pojęcie „uczenia się” i co to znaczy „pracować razem z innymi, aby się nauczyć.” W swym artykule Joseph South mówi o autentycznych, opartych na projektach programach szkolnych, w których uczniowie kierują własną nauką i są zaangażowani w istotny i znaczący cel.

Jak takie podejście wygląda w praktyce?

W naszej szkole od kilku dekad wszelakie projekty pojawiają się w każdej klasie, w programie każdego kursu. Każdy nauczyciel ma za zadanie wdrożyć projekty nastawione na:

  • pracę indywidualną by zgłębić wybrany temat, lub w przypadku mojej klasy (14/15-latki) np. wydać autorską e-książkę dla trzecioklasistów (8/9-latki)
  • pracę w parach lub w małej grupie, np. by przygotować mini-pogadankę na wybrany temat z podanej listy
  • pracę w średniej-wielkości grupie by przeprowadzić eksperyment przyrodniczy lub w moim przypadku np. przedstawić rozbiór opowiadania, którego nie czytały inne grupy w klasie (tzw. jigsaw)
  • pracę w większej grupie by np. własnoręcznie opracować i zrealizować program pomocy socjalnej uczniom z sierocińca lub pomóc słabszym uczniom z matematyki lub fizyki

Po każdym projekcie uczniowie piszą refleksję, nie tylko na temat wiedzy jaką zdobyli, ale też na temat umiejętności, które ćwiczyli i pogłębili, doświadczeń których doznali, oraz sposobów współpracy i negocjacji z rówieśnikami (o tym szczegółowo piszę w artykule Refleksja o 4x „R” na koniec roku ).

Można po prostu zadać pytania i zebrać zapisane kartki by dodać kilka uwag od nauczyciela. Ten sposób stosuję na początku roku, taka drobna „konwersacja” na temat strategii i rozwoju umiejętności.

Ale można też zaprząc technologię. Świetnie jednak nadaje się do tego formularz Google Forms, gdyż sprawnie zbiera informacje od uczniów, którą można zestawić następująco (i takie formularze uczniowie wypisują w drugiej części semestru):

Co zadziałało? Co szwankowało w pracy grupowej?

group work reflection 1

Co ewentualnie można poprawić następnym razem?

group work reflection 2

Najważniejszym elementem nauki to wspólne omówienie zebranych opinii i refleksji. Jak zadziałamy przy następnym projekcie? Skoro praca szwankuje bo część uczniów przyszła nieprzygotowana, być może uda się tego uniknąć lub zmniejszyć liczbę takich uczniów następnym razem? Skoro nie zdążyliśmy ze wszystkim bo najpierw rozgadaliśmy się, może następnym razem zaczniemy pracę nad projektem od razu? Może lepiej rozdzielimy zadania, może sprawniej zbierzemy potrzebne nam informacje?  Refleksja daje uczniom dużo do zastanowienia się, możliwość poprawy, lepszych wyników przy następnym projekcie.

Myślę, że gdy nauczyciel stawia na NAUCZEŃSTWO  (ciekawe to nowe słowo, podoba mi się 🙂 ) a w pracy zespołowej uczeń uczy ucznia i uczeń uczy się od ucznia, wszyscy na tym dużo zyskują.

A ile pozytywów można wyliczyć? Liczymy? Będzie temat na osobny wpis. 🙂