Zawsze zastanawiałam się ile czasu nauczyciele spędzają w szkołach na świecie, bo przecież w każdym państwie jest inaczej. Nieraz w jednym państwie w różnych stanach, miastach, prowincjach, ba – nawet w jednym mieście w różnych szkołach jest inaczej. Kto pracuje caluteńki dzień? Kto tylko połowę choć na cały etat?

Osobiście od trzydziestu kilku lat pracuję w szkole od 7 rano do 15.30 czyli 8,5 godzin pięć dni w tygodniu (uczniowie mają lekcje od 7.30 do 15.00), plus do tego tzw. godziny pozalekcyjne czyli zebrania, szkolenia (również w weekendy), prowadzone kluby (również wieczorem), „chaperoning” czyli pilnowanie uczniów na potańcówkach, próbach i koncertach, czy wyjazdy na kilkudniowe wycieczki  czy zawody. Normalna rzecz. Zbiera się z tego pewnie jakieś 50 godzin tygodniowo…

Lekcja trwa 75 minut, jest ich pięć dziennie, z czego uczę 2, 3 lub 4, zależy od siatki. Ale wszyscy wchodząc rano na teren zobowiązani są przebywać w naszej szkole do końca zajęć. Nie można ot, tak sobie, wyjść i załatwić jakiejś sprawy na mieście w czasie „okienka”. Czas pomiędzy lekcjami wypełniony jest zebraniami, spotkaniami z innymi nauczycielami w grupach PLC czyli „Professional Learning Community”, przygotowywaniem lekcji i pomocy naukowych, mini-szkoleniami w trakcie lunchu lub przed rozpoczęciem zajęć (7:00-7:30), i pracą 1:1 z indywidualnymi uczniami. Nie, no nie umartwiamy się, przerwy na kawę i kanapkę też są, oczywiście.

A jak to wygląda na świecie?

Wpadłam na moment na portal Clever Classroom, gdzie niedawno zapytano się nauczycieli z całego świata ile czasu dziennie spędzają w szkole.

IMG_0337

Zobaczmy.

Niektórzy zaczynają dzień szkolny już od 6.30 rano i przebywają w szkole od 7 do 10 godzin dziennie. Jak w Gwatemali, Indonezji (szkoły publiczne) czy USA.

Inni rozpoczynają pracę o 7 i też przebywają szkole do 10 godzin, na przykład w Afryce Południowej lub Dubaju, na Słowacji i na Filipinach, w Nowej Zelandii lub Wielkiej Brytanii (11 godzin w szkole!).

Później zaczynają szkołę w Australii, Bułgarii, Danii, i na Hawajach, choć trwa 8 godzin.

Wygląda na to, że chyba najlepiej ma nauczyciel w Finlandii i Norwegii, gdzie szkoła zaczyna się o 8.45 lub 8.50 i trwa około 6 godzin. Ciekawe, czy to wystarcza?

A czy pociesza kogoś fakt, że niektórzy pracują sześć dni w tygodniu, jak w Indiach i w Izraelu? A ktoś w Chinach uczy dziennie 9 lekcji po 90 minut? Hmmm…

W Polsce pełny etat nauczyciela to pensum czyli przeprowadzenie 18 godzin lekcyjnych, 45 minutowych, jak pisze rynekpracy.pl. Teoretycznie podobno jest to też 40 godzin pracy, 8 godzin dziennie tak jak dla wszystkich, ale zdaje się, że w praktyce nie ma wymogu przepracowania tych godzin na miejscu w szkole, choć tu mogę się mylić. Oczywiście nie wliczam w to dodatkowych wielu godzin spędzonych na weekendowym dokształcaniu się czy nad pracami uczniów.

I ciekawa jestem jak ma się czas spędzony w szkole, poza pensum lekcyjnym, do czasu pracy z uczniem lub dla ucznia (plany lekcji, tworzenie materiałów pomocniczych, poprawa prac i pisanie „feedback” czyli informacji zwrotnych, wypełnianie formularzy) w różnych polskich szkołach?   Ostatnie badania opublikowane na portaloswiatowy.pl potwierdzają, że większość nauczycieli poświęca około 47 godzin tygodniowo na sprostanie obowiązkom, w tym stałe obowiązki zajmują około 35 godzin.

Wiem, że jest wielu, naprawdę wielu nauczycieli z powołania, pasjonatów edukacji, wszechstronnie wykształconych za własne pieniądze, poświęcających zdrowie i wysiłek, którzy na zegarek nie patrzą.

Ale wielu z nich jednak wiecznie goni czas, i gnębi ich rozproszenie uwagi na wiele spraw, a w dzisiejszych czasach także i zbieranie „objazdowych” godzin do pełnego pensum. Czy na tym zyskuje przeciętny uczeń przeciętnej szkoły? Trudno to teraz określić, bo to trudne czasy…

A gdyby tak każdy nauczyciel naprawdę miał czas by obudzić w uczniach empatię i pozytywne nastawienie do nauki, zmienić ich mentalność na „rozwojową”… wyzwolić ich kreatywność, wszelaką, jakąkolwiek… zainspirować ich do działania… wypracować wzajemne zaufanie i szacunek…

A gdyby tak każda nauczycielka naprawdę miała czas by wspólnie budować współpracę w grupach klasowych, między-klasowych, między-pokoleniowych w środowisku wokół szkoły poprzez wprowadzenie „service learning” czyli pomoc innym, tak, by przynależność do wspólnoty szkolnej miała głęboki sens…

I gdyby tak wszyscy, uczniowie i nauczyciele, czerpali z nauki — uczenia SIĘ i z nauczania — wielką przyjemność?

Ciekawe jak by to było…