Wiadomo: matematyki, fizyki, chemii, biologii. Wiadomo: języków, geografii, historii i kilku jeszcze innych przedmiotów.

No właśnie. Czy szkoła ma tylko uczyć „przedmiotów”? A może czegoś jeszcze powinna uczyć ucznia?

Myślę, że jedną z wielu umiejętności, w które można dzieci wyposażyć w szkole jest umiejętność pomagania innym. Program IB, międzynarodowej matury, ma wbudowany system CAS – Creativity, Action i Service, czyli działalność kreatywna, aktywność fizyczna, i służba, czyli niesienie pomocy innym. Wszelakiej, szeroko rozumianej. W programie CAS kładzie się duży nacisk na odpowiedzialność, samodzielność i kreatywność zarówno w myśleniu jak i w działaniu, oraz na wysoki stopień samoświadomości.

Pisałam o tym na blogu wielokrotnie. Dziś opowiem o moich uczennicach, które samodzielnie wymyśliły i zaplanowały założenie biblioteki w małej szkole podstawowej niedaleko naszego kompleksu. To budynek z sześcioma pomieszczeniami klasowymi, pokojem nauczycielskim z biurkiem dyrektora i stołem pokrytym ceratą dla nauczycieli, jedną toaletą na 150 dzieci (druga wyłącznie dla nauczycieli) i podwórkiem wielkości pocztowego znaczka, na którym rozkłada się piankowe materace (prezent od znajomego mi szefa firmy Adidas, odpady z produkcji podeszwy do butów) by dzieci mogły bezpiecznie fikać koziołki.

ikea

Dziewczyny najpierw chciały taką bibliotekę zaprojektować i zlecić zbudowanie jej naszemu szkolnemu „warsztatowi uczniowskiemu” – ale coś im z tym nie wyszło, choć pracowały nad projektem kilka tygodni.

Pojechały więc na koniec miasta do IKEI na zakupy. Zaplanowanie takiej wyprawy w naszym ponad 15-milionowym mieście wcale nie jest takie łatwe, IKEA jest tylko jedna, toteż zajęło im to kilka prób i kilka tygodni.

Chciały kupić do każdej klasy sześć takich otwartych półek na książki, by widać było kolorowe okładki które kuszą dzieci do czytania.

bookshelf1

Niestety nie było takich na stanie, a i tak funduszy w końcu starczyło tylko na jedną szafkę z drzwiczkami, gdyż tegoroczne maturzystki stwierdziły, że trzeba przecież biblioteczkę wyposażyć w książki.

Hmmm… co by tu zrobić? Czy wstawić jedną szafkę do jednej klasy? Trochę mało…

Natomiast po powrocie do szkoły, z pudłem i naręczem książek, okazało się, że mają jeszcze kilka kłód pod nogami.

books1

Pierwsza to złożenie szafki, co wcale nie było takie łatwe, pomimo instrukcji w pudełku. Przychodziły do mojej klasy w czasie przerw i kombinowały jak potrafiły. Złożona szafka nie trzymała jednak pionu! Czyżby była felerna?

Drugi problem okazał się bardziej prozaiczny – niektóre książki nie mieściły się na półeczkach! Co robić? No i trzecią kłodą nadal pozostawał problem usytuowania tej mini-biblioteki w lokalnej szkółce.

szafka

Program IB kładzie nacisk na rozwijanie umiejętności rozwiązywania problemów. Dziewczyny przychodziły do mnie kilkanaście razy przez kilka ładnych tygodni, pytając o sugestie jak rozwiązać te problem

Za każdym razem podawałam im opcje następnego kroku, bo w tym całym przedsięwzięciu chodziło przede wszystkim o lekcje, wnioski jakie same mogły wysnuć:

  • Zanim kupisz półkę, sprawdź jak się ją składa.
  • Zanim kupisz książki, złóż szafkę i zmierz wysokość i szerokość półeczek.
  • Jeśli nie stać cię na sześć półek, zrób półkę mobilną.

I na tym ostatnim stanęło. Dziewczyny jeszcze raz wyruszyły w miasto by dokupić cztery kółka. Miały jednak ogromny problem z przykręceniem ich solidnie do podstawy szafki.

Zlitowałam się nad nimi, wołając do pomocy pracownika z naszego szkolnego warsztatu, który przybywszy na miejsce, rozkręcił całą źle złożoną szafkę, skręcił ponownie do pionu, i dokręcił do niej kółka. Co szpenio to szpenio.

books2

Uradowane dziewczyny zabrały się do dalszej pracy, przygotowując kartki do włożenia w książeczki, by można je było wypożyczać z „biblioteki”.

Szkółka nie ma skanerów książek czy elektronicznego systemu monitorowania, nie posiada komputerów ani klimatyzacji dla nich (przydział prądu  na który ich stać to kilkaset watów), więc taki prosty sposób okazał się najlepszy.

A potem wystarczyło przewieźć szafkę do szkoły i sprezentować ją uczniom.

Na koniec obie dziewczyny wpisały swoje doświadczenia w program ManageBac, wklejając jako dowód swej pracy i zaangażowania opis tego co robiły, jakie problemy napotkały, jak je rozwiązały, i czego się dzięki temu przedsięwzięciu nauczyły.

refl

A w nagrodę dostały recenzję od nadzorczyni (czyli mnie 😉 ) i uśmiechy małych dzieci.

Myślę, że warto taki program wprowadzić w każdej szkole. Uczniowie – nie tylko ci z programu IB, ale wszyscy uczniowie czteroletniego liceum – zbierają konkretną ilość godzin do matury, bo bez nich nie dostaną świadectwa dojrzałości.

A tego właśnie może uczyć szkoła – dojrzałej empatii i chęci niesienia pomocy, umiejętności zaplanowania swego działania oraz działalności w grupie, i odpowiedzialności za swoje obietnice.