Sir Ken Robinson to ikona TED-talks, naukowiec propagujący kreatywność. Już od lat woła o zmianę systemu edukacji na nowoczesny, pasujący do aktualnych potrzeb zmieniającego się świata. W artykule „Sir Ken Robinson: How to Create a Culture For Valuable Learning” (Sir Ken Robinson: Jak stworzyć kulturę dla cennego uczenia się) na portalu KQED News, Katrina Schwartz pisze:

„Nadal istnieje wiele niezgodności co do tego, jak usprawnić system edukacji, by dzieci kończące szkołę posiadały umiejętności i dyspozycje które pomogą im odnosić sukcesy. Dyskusje na temat reform edukacyjnych często koncentrują się na sposobach optymalizacji istniejących mechanizmów. Ale jeśli to sam system tworzy problemy, z którymi walczą i nauczyciele i decydenci? O tym mówi autor wielu wystąpień TED, Sir Ken Robinson.

„Jeśli zaprojektujesz system do zrobienia czegoś, nie dziw się, że on działa” – powiedział Ken Robinson na dorocznej konferencji Big Picture Learning. Następnie opisał dwa filary obecnego systemu – konformizm i uległość – dwa zachowania podważające wysiłki wychowawców i rodziców by wyposażyć dzieci w pewność siebie – przeświadczenie, że sobie poradzą – potrzebne by wyjść w świat i iść własną drogą.

Dalej Schwartz pisze, że edukacja stała się strategicznym priorytetem dla krajów walczących o przewagę w zglobalizowanej gospodarce. Przywódcy polityczni wiedzą, że przyszłe pokolenia muszą być gotowe do opanowania stale rozwijającej się gospodarki, a dobrobyt narodu zależy od przygotowania siły roboczej. Obawy te doprowadziły już do zwiększenia porównań między państwami i prób zmierzających do ujednolicenia kształcenia każdego dziecka.

Grzmi Robinson: „Jest problem z tym konformistycznym podejściem, bo „życie ludzkie jest jak reszta życia na ziemi – różnorodne”. Rodzice z dwójką dzieci dobrze wiedzą, że każde może mieć radykalnie inny temperament, osobowość, mocne i słabe strony. Te same zasady i podejście rodziców zadziałają z jednym, ale nie z drugim. A przecież ta podstawowa różnorodność ludzi zupełnie nie jest honorowana w ramach edukacji. Wręcz przeciwnie, program nauczania zawęził się jeszcze bardziej, faworyzując jeden typ inteligencji – ten, który sprzyja pracy naukowej. System ograniczający pojęcie sukcesu do wąskiego zakresu umiejętności wyklucza całe rzesze społeczeństwa nie mieszczące się w tej definicji.

Dlatego potrzebna jest zmiana myślenia w jaki sposób nauczać w szkole by każdy uczeń mógł uczyć się i osiągnąć sukces, lecz inaczej pojmowany niż sukces innych. Sir Ken Robinson twierdzi, że jeśli wszyscy zaangażowani w tworzenie systemu edukacji zmieniliby ogólnie pojętą definicję „sukcesu” i uwzględnili w systemie szkolnym różnorodność umiejętności i predyspozycji każdego dziecka, o wiele więcej dzieci postrzegałoby siebie jako ludzi sukcesu, jako osoby zdolne osiągać sukcesy, i same z siebie motywowałyby się do dalszej pracy.

Drugim filarem obecnego systemu edukacyjnego w wielu krajach jest uległość wobec testów, a wszelakie standardowe testy (na przykład SAT czy ACT wymagane nie tylko w USA) to wielkie machiny i wielkie pieniądze. Robinsona niepokoi tendencja dorosłych układających te testy – czy na przykład dziś namiętnie testowana wiedza STEM (science, technology, engineering, mathematics) jest tą, która będzie potrzebna pracownikom za 20 lat?

Sir Robinson mówi, że „Prawdziwą zasadą, na której opiera się życie ludzkie, jest wzrost i rozwój organiczny. Podstawą jest potrzeba pomysłu na własne życie.” Jednak system edukacji nie jest pozwala na taki rodzaj rozwoju, chociaż Robinson przyznaje, że wielu nauczycieli dokłada wszelkich starań, by chronić tę formę uczenia się. „Wykonują cudowną robotę, bo wierzą w dzieciaki, ale robią to pod wiatr.”

Schwartz pisze, że jednak nie ma zgody wśród decydentów, nauczycieli i rodziców po co dzieci powinny chodzić do szkoły, lub czy w ogóle mają do niej chodzić.

Natomiast Sir Robinson wierzy, że kreatywność jest centralnym elementem tego, co odróżnia ludzi od innych form życia na ziemi, a więc misją edukacji powinno być wyzwolenie tej niepowtarzalnej energii twórczej w każdym dziecku. ( Oto  jego niesamowite wystąpienie TED „Ken Robinson says schools kill creativity.” (tekst w j. polskim) Robinson nie zaprzecza, że ​​edukacja ma cel gospodarczy i że ważne jest, by młodzi ludzie stali się ekonomicznie niezależni i samowystarczalni. Lecz by to zrobić, nie powinni uczyć się wszyscy tego samego!

A czego powinni się uczyć młodzi ludzie? Jak być zdolnym do adaptacji. Innowacyjności. Jak zmobilizować się do wdrożenia potrzebnych zmian. Jak współpracować z innymi. I wielu innych umiejętności i kompetencji globalnych, które będą mogli zastosować w każdego rodzaju pracy lub do realizacji tego, czym się pasjonują.  

Edukacja powinna pomóc uczniom odkryć różne ścieżki życia i pozwolić im obrać tę, którą chcą podążać, wspierać ich w znalezieniu swoich pasji, kształcąc w nich zdolność przenoszenia i zastosowania tych umiejętności w rozwiązywaniu nowych, nieznanych jeszcze problemów.

Robinson porównuje system edukacji do współczesnego rolnictwa, które odeszło od różnorodności w małych gospodarstwach na rzecz farm-molochów produkujących tony takiej samej żywności, kosztem środowiska. Podobnie system edukacji koncentruje się na masowej produkcji takich samych absolwentów szkół, bez zastanowienia się, czy stają się szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi.

rows of desks – rows of crops

Schwartz szeroko opisuje tezy Kena Robinsona, a na koniec cytuje: „Spędzamy tak wiele czasu na ograniczaniu naszych utalentowanych nauczycieli i uczniów. I choć niektóre części systemu konformistycznego są nieuniknione, inne są utrwalane tylko dlatego, że „tak było od zawsze”.

Sir Ken Robinson wzywa wszystkich nauczycieli do spojrzenia na szkolnictwo w inny sposób, bardziej kreatywny, i wzywa do tworzenia środowisk szkolnych w których każdy uczeń może doskonalić swoje umiejętności i rozwijać skrzydła. 

 

W Polsce jest wiele różnych szkół, z tego co wiem: edukacja demokratyczna w tzw. Wolnych Szkołach, fiński sposób nauczania bez dzwonków, ocen i prac domowych (nota bene, w mojej szkole na razie mamy zero dzwonków i coraz mniej ocen i prac domowych, bo od dwóch lat stopniowo je ograniczamy, przyzwyczajając dzieci – a właściwie ich rodziców – do nowego systemu pracy z uczniem), szkoły oparte na programie Marii Montessori, i na pewno jeszcze wiele innych.

I coraz więcej się ich otwiera. Nowe, współczesne. Ceniące naukę, bo ceniące dobro i rozwój każdego ucznia. To chyba dobrze, prawda?