Pamiętam jak w szkole podstawowej szalałam z chłopakami na boisku obok szkoły, kopiąc zawzięcie piłkę w stronę bramki. Na lodowisku jeździłam na łyżwach, grałam (raczej nieudolnie) w hokeja przeszkadzając chłopakom i wdając się w bójki. Ale po tych dziecięcych latach z lekcji W-F najczęściej starałam się „zwolnić” – były nudne i nie widziałam w nich żadnego sensu dla mnie. O „fitnessie” wtedy nikt nie słyszał!

No i co? Dziś żałuję! Bo gdyby w mojej szkole było tak, jak w opisanej przez Carolyn Thompson w artykule „Move over dodgeball: schools pump up phys ed with choices”, być może mój stan zdrowia i sprawności fizycznej byłby w dużo lepszym stanie (choć wcale nie jest najgorszy, na szczęście!).

Co sprawia, że dziś uczniowie chętnie chodzą na W-F, a w szkołach gdzie mają kursy do wyboru, chętnie wybierają W-F?

Różnorodność zajęć.

Niektóre szkoły proponują na lekcjach W-F spływy kajakowe, wspinaczkę skałkową, kolarstwo górskie, różne formy tańca, lekcje samoobrony, strzelanie z łuku (zapewne wpływ Katniss z filmów „Hunger Games” 😉 lub też jazdę na rolkach – a wszystko to w ramach lekcji wychowania fizycznego. Nauczyciele twierdzą, że taki wybór bardziej pasuje do „wychowania fizycznego”, bo przecież ono ma trwać znacznie dłużej niż ostatni dzwonek w szkole po maturze.

„Chcemy, aby nasze dzieci opuszczając boiska i sale gimnastyczne w 12 klasie były aktywne przez całe życie,” mówi Ron Whitcomb, dyrektor do spraw zdrowia, wychowania fizycznego i lekkiej atletyki w północnej części stanu Nowy Jork.

W naszej szkole uczniowie mają do wyboru kursy i kluby po szkole: gry zespołowe (piłka nożna, koszykówka, baseball, siatkówka i inne), gry siatkowe indywidualne (tenis, badminton, ping pong, i inne), pływanie, lekkoatletyka, joga, podnoszenie ciężarów, siłownia do ogólnego rozwoju, i jeszcze kilka innych opcji. Natomiast wiedza o zdrowiu obowiązkowa jest dla wszystkich do zaliczenia matury. Najczęściej wybierana jest w 10 klasie (2 w czteroletnim liceum). Na przerwach porozkładane są na trawie lub pod dachem stoły pingpongowe, plansze do rzucania woreczkami do celu, i inne zręcznościowe zabawy. Ot tak, po prostu, kto ma ochotę to skrzykuje kolegów i koleżanki i ad hoc zebrane zespoły rywalizują ze sobą przez 5 czy 10 minut.

Thompson pisze, że nauczyciele wychowania fizycznego sięgają do przyszłości, i po maturze nie chcą pozostawić najmniej sprawnych uczniów bez woli dalszego rozwoju sprawności fizycznej. Chcą, by uczniowie opuścili szkołę z umiejętnościami i chęcią by nadal „ruszać się”. W wielu klasach oznaczało to więcej czasu poświęconego na jazdę na rowerze, piesze wycieczki i jogę, a mniej „pograjcie sobie w piłkę” czy wspinaczki po linie. Nade wszystko – więcej możliwości wyboru ćwiczeń lub zajęć, a mniejszy nacisk na to, kto jest w czym najlepszy.

sports1

„Najważniejszą pracą wspaniałego nauczyciela wychowania fizycznego jest docenienie każdego ucznia w swojej klasie, nie tylko najlepiej rozwiniętego, z najlepszymi umiejętnościami”, powiedział Whitcomb, którego program W-F jest uważany za jeden z najbardziej nowoczesnych.

W innych szkołach w USA uczniowie od kilku lat uprawiają wędkarstwo i wspinaczkę skałkową w ramach programu „Akademia Na Powietrzu” – a lekcje obejmują również rozwijanie języka i literatury, oraz nauk przyrodniczych. W zależności od położenia geograficznego szkoły (czy w pobliżu jest jezioro, park, las), aktywacja uczniów do czynnego udziału w lekcjach W-F może przyjąć zupełnie inną formę. Ważne, by każdy uczeń zdobył na nich przede wszystkim chęć do aktywnego życia, na całe życie.

Widzę, że w nowoczesnej szkole na miarę 21 wieku warto iść na W-F. Nie są to już traumatyczne lekcje gdzie dobiegnięcie do mety na ostatnim miejscu wiązało się z tygodniem szykan ze strony rówieśników. Mam nadzieję, że w każdej szkole znajdzie się czas i ochota na wzbogacenie oferty zajęć W-F.