Jakieś osiem czy dziewięć lat temu w naszej szkole wprowadzono powszechny program „Service Learning” czyli uczenie się poprzez pomaganie innym. Chodziło o to, by wszyscy uczniowie – od podstawówki przez gimnazjum po liceum – mieli styczność z jakąś formą pomagania innym, nie „klubową” czyli „poza szkolną” ale nieco „przymuszoną” bo wbudowaną w program obowiązkowych kursów i lekcji. Misją szkoły jest bowiem kształcenie młodych ludzi, którzy będą „best FOR the world” – najlepsi DLA świata.

Takich uczniów, którzy chętnie brali udział w przedsięwzięciach pomocy innym już było sporo. Organizowali się w kluby które sami prowadzili, wynajdywali „projekty” pomocy, angażowali się w pomoc humanitarną podczas powodzi czy innych kataklizmów. Tacy społecznicy „od urodzenia” – być może wychowani tak przez rodziców społeczników, czy też poprzednie szkoły. Mają wewnętrzną potrzebę pomocy innym.

Szkolne kluby pomocy innym, założone i prowadzone przez uczniów liceum. Ok 60 klubów. Populacja liceum 900 uczniów.

Ale nie wszyscy są przecież tacy. Wielu uczniów być może chciałoby pomóc, ale nie wiedzą od czego zacząć. Nie wiedzą jak się zachować w trudnych sytuacjach.  Nie są  naturalnymi liderami. Nie podejdą do nieznajomego by zagadać. Nie potrafią się zorganizować, nie potrafią skrzyknąć innych. I te trudności powodują, że idą po linii najmniejszego oporu – nie robiąc nic. No, ewentualnie klikną w coś na Fejsie, podpiszą jakąś petycję, dadzą „lajka.”

Program „Service Learning” wprowadzany był kilka lat. Najpierw przez entuzjastycznie nastawionych nauczycieli (to ja ;), którzy od razu widzieli dalekosiężny cel tego przedsięwzięcia i nie mieli problemu „zmieścić” autentycznego uczenia się pomocy innym w swoim programie, od zawsze przeładowanym treścią. Nawet w kursie IB English B. Potem przez innych, zachęconych opowieściami o sukcesach uczniów i refleksjami jakie uczniowie pisali po zakończeniu projektów „Service Learning”, począwszy od małej klasowej kampanii plakatowej przeciw używaniu w armii młodocianych żołnierzy (wątek w książce pt. „The Running Man” autorstwa Michael G. Bauer’a) lub przeciw handlu ludźmi (na podstawie książki „SOLD” napisanej przez Patricia McCormick) po tworzenie wideo klipów na kampanię przeciw przemocy w szkole lub internecie.  Zaangażowani na lekcjach, uczniowie potem sami zgłaszali się do budowy domów dla potrzebujących w ramach światowej organizacji Habitat for Humanity, do ratowania orangutanów dzięki produkcji i sprzedaży T-shirtów, lub do charytatywnego uczenia lokalnych dzieci matematyki lub programowania.

Po ośmiu latach w prawie każdym kursie w liceum i gimnazjum istnieje jakiś element „Service Learning”, a poprzez powszechność tej formy uczenia się empatii i kompasji czyli współodczuwania, uczniowie coraz częściej ot tak, po prostu, sami z siebie pomagają innym. Tak wykształceni, taką odczuwają potrzebę.

Wspaniałym przykładem jest moja uczennica z Japonii, Riwa Tamai. Przybyła do naszej szkoły bodajże w ósmej klasie, słabo znając język angielski, toteż rok później, w liceum, trafiła do mojej klasy. Nieśmiała, przyzwyczajona do poprzedniego systemu edukacji który wymagał od ucznia siedzenia cicho w rzędzie ławek, robienia notatek z wykładu nauczyciela, i nie dyskutowania. Powoli rozkręcała się poznając nie tylko język ale też inny sposób uczenia się. Czytając opowiadania i książki inspirujące do działania, współpracując z innymi uczniami z wielu krajów, powoli rozwijała swe umiejętności w komunikacji, kooperacji i kompasji. Między innymi doświadczając program „Service Learning” wdrożony w kilku przedmiotach.

W trzeciej licealnej rozpoczęła program IB, międzynarodowej matury, który wymaga zaangażowania się w CAS: Creativity, Action, Service. Nic szczególnego, każdy uczeń w ciągu dwóch lat trwania programu IB oprócz uczenia się swoich 6 wybranych przedmiotów zobowiązany jest spędzić 50 godzin kreatywnie, 50 godzin aktywnie, i 50 godzin pomagając innym. Każdy wywiązuje się z tego minimum „do dyplomu”, ale wielu przekracza tę liczbę, szczególnie sportowcy w Action, czy aktorzy w szkolnych przedstawieniach lub muzycy w Creativity.

Riwa to ewenement, uosobienie programu „Service Learning” i ucznia nastawionego na rozwój własnej nauki, własnych umiejętności komunikacji, kooperacji i kompasji. Nie tylko zaliczyła już w ciągu pierwszego roku szkolnego 104 godziny kreatywne, 210 godzin aktywnych i 99 godzin pomocy, to jeszcze napisała 124 refleksje, opisując to co zrobiła, co czuła, jak kształtowała się jej nauka w tych trzech sferach.

W marcu Riwa poświęciła swoją tygodniową przerwę semestralną spędzając ją w lokalnej szkole dla dzieci autystycznych. Była tam wcześniej, widziała potrzeby szkoły, po prostu chciała pomóc. A niedawno, będąc już na wakacjach w Japonii, napisała do mnie e-maila z prośbą by sprawdzić jej refleksję jaką napisała po nowym zadaniu, które wykonała.

Zdziwiona, bo przecież to już wakacje, otworzyłam plik. Oto co napisała Riwa:

CELE ZADANIA: Interakcja z lokalnymi ludźmi i doświadczenie jak trudno jest sadzić ryż. Ponadto, chcę promować obszary wiejskie w Japonii i zwiększyć wiedzę o tych obszarach by przyciągać turystów.

 

10-11 czerwca (8 godzin)

Shizuoka Mariko Program Sadzenia Ryżu 

W ten weekend postanowiłam udać się na Japońską wieś, by komuś pomóc. Zainteresowałam się tym programem pomocy, bo chciałam odwiedzić miejsca w Japonii których nie znam, więc pomyślałam, że to świetna okazja, by podczas podróży zrobić coś przydatnego dla ludzi. Myślę, że w Japonii istnieje dość duża różnica między terenem wiejskim a rozwiniętym miastem; często wsie są mało znane i słabo rozwinięte.

Chociaż ta różnica nie jest tak wielka, jak ta którą widziałam w Indonezji, (na przykład obszary tak ubogie, że ludzie nie mają co jeść, albo nie mają domu, by żyć), ale tereny wiejskie w Japonii wymagają dużo promocji i pomocy młodszych pokoleń. W miejscu, w którym byłam mieszka niewielu młodych ludzi bo większość wyjeżdża do miasta do pracy. To miejsce nazywa się Mariko. Ma piękną historię i naturę, które ludzie powinni poznać i pomóc tamtejszym rolnikom. Myślę, że to jest powszechny problem każdego obszaru wiejskiego w Japonii.  

Z tego wolontariatu zrozumiałam powagę problemu „starzenia się społeczeństwa” w Japonii. Akcja do której dołączyłam polegała na sadzeniu sadzonek ryżu i współpracy z miejscowymi ludźmi by zrozumieć historię Mariko. Zorganizowała go organizacja pozarządowa o nazwie NICE, a ludzie którzy przyjechali pomagać byli studentami uniwersytetu lub pracujący dorośli. Zdziwił mnie fakt, że byli to Japończycy, zainteresowani pomocą innym i są otwarci na nowe wyzwania, pasjonują się zwiedzaniem wielu różnych krajów i odwiedzaniem ubogich wiosek by im pomóc. Mogło by się to wydawać normalne dla ucznia IB, ale to jest niezwykłe dla normalnego Japończyka, bo tu ludzie często myślą, że wolontariat jest bezużyteczny i tylko marnuje ich czas. Zazwyczaj ludzie myślą o ich własnym życiu, a nie o życiu innych. Więc byłam bardzo zdziwiona jak osoby pracujące w tym projekcie opowiadały o tym, że jeżdżą do wielu krajów południowo-wschodniej Azji by po prostu pomóc innym. 

Celowo przyłączyłam się do tego programu, gdzie wcale nie znałam nikogo. Postawiłam sobie cel by być bardziej otwarta na ludzi i nawiązywać więcej kontaktów. Było mnóstwo wesołych ludzi i takich, którzy myślą podobnie jak ja, więc czułam się bardzo komfortowo. Ogólnie ten program był bardzo pomocny i czuję, że zobaczyłam  migawkę aktualnego problemu, starzenia się japońskiego społeczeństwa. Przedtem pracowałam tylko z biednymi sierotami w Indonezji, ale to był zupełnie inny rodzaj problemu.  

Po tym doświadczeniu myślę, że będę chciała przyłączyć się do tej organizacji na stałe, gdy wrócę do Japonii na studia uniwersyteckie w przyszłym roku.

 

Program „Service Learning” nastawia ucznia na pomoc innym, w wielu dziedzinach, w różnym stopniu i zakresie.  Wdrożony w konspekt lekcji każdego przedmiotu wytwarza powtarzalność przesłania, a uczniowie poprzez styczność z tym pozytywnym nastawieniem do pomocy innym powoli i systematycznie zmieniają się, przyswajają i wzmacniają pewne wartości.

Misja szkoły JIS – być najlepszym DLA świata – nastawia uczniów na rozwój własnej nauki, własnych umiejętności komunikacji, kooperacji z innymi i kompasji, nie tylko chęci, ale wręcz potrzeby pomagania innym.

Riwa Tamai już jest „najlepsza dla świata” i niewątpliwie będzie nią przez całe życie. Otrzymała nagrodę EARCOS Global Citizen na rok 2017.  Jestem z niej niesamowicie dumna, bo wiem ile pracy włożyła w rozwój swoich umiejętności, a szkoła w wzmocnienie jej postawy.

Fajnie byłoby sklonować Riwę i posadzić jak sadzonki ryżu na wielu poletkach świata. Ale… może lepiej wdrożyć program „Service Learning” w każdym szkolnym przedmiocie i sklonować misję „być najlepszym DLA świata” w każdej szkole?

 

Zdjęcia: Riwa Tamai