„Nie rób tego. Nie wierć się. Nie gadaj. Nie bazgrol.”
„Siedź cicho i słuchaj tego co mówię. Naucz się od… do.. i to na jutro.”
„Jesteś zupełnie niezmotywowany. Jesteś leniwa i nie uczysz się.”

Jak to jest z tą motywacją? Czy uczeń w szkole na lekcji SAM zmotywuje się do nauki? Czy w domu zmotywuje go do wytężonej pracy połajanka, kara lub coś gorszego?

W artykule Katriny Schwartz  „Jak rozwijać nastawienie uczniów do współczucia i troski o innych” czytam o pewnym dyrektorze szkoły, który w trudnych warunkach nauczania „trudnych uczniów” odkrył kilka podstawowych zasad:

„… uczniowie poczują się bardziej zmotywowani, jeśli będą mieli coś do powiedzenia na temat tego, co dzieje się w klasie” – powiedział dyrektor Brooks.

Nie oznacza to, że jest on zwolennikiem by nauczyciele przekazali uczniom władzę w klasie, ale można na przykład utworzyć uczniowską grupę doradczą odpowiedzialną za podejmowanie decyzji dotyczących zagospodarowania przestrzeni w szkole. Lub chociażby zaangażować uczniów w opracowanie reguł klasowych by dyscyplina nie była odgórnie narzuconą długą listą „nakazów i zakazów”.

Hmmm… pomyślałam sobie, to chyba oczywiste, bo chyba każdy nauczyciel tak robi… Właśnie zawiesiłam na ścianie tegoroczne „reguły” które uczniowie sami wygenerowali, jak co roku, od dekad…

Ale czy faktycznie w każdej klasie uczeń jest ważny i ma coś do powiedzenia?

Kolejne ważne odkrycie dyrektora Brooks’a to: „Dzieci będą bardziej troskliwe, współczujące innym, i będą rozwijały swoją odporność na stres w środowisku, w którym czują, że coś znaczą.” Brooks dodaje, że ​​każdy uczeń powinien odczuwać, że wnosi coś szczególnego do lekcji czy klasy, a gdy tego rodzaju odczucie jest w nim rozwijane, jego motywacja kwitnie. „Troska o innych prowadzi do odporności”, mówi Brooks.

I znów zastanawiam się, dlaczego praca w grupach nie jest podstawą nauki w każdej szkole, w każdej klasie. Piszę o takiej pracy we wpisach A gdyby tak uczeń uczył ucznia… oraz Praca w zespole od grupy w szkole.  Dlaczego nie promuje się współpracy, pomagania sobie wzajemnie, uczenia się jeden od drugiego, rozumienia problemów innych i okazywania troski o ich samopoczucie. Dlaczego nadal zbyt często promuje się niezdrową rywalizację o każdy punkt, o oceny, o rankingi, bezlitośnie krytykując potknięcia i chwilowy brak osiągnięć, nie zostawiając tak zwanej „suchej nitki” na wszystkich poniżej brązowego medalu.

„Jeśli skupisz się tylko na tym, co jest źle zrobione i nie zauważysz mocnych stron ucznia, jego atutów, uczeń to wie!” – mówi dyrektor Brooks. Trudno dziecku wykształcić pozytywny sposób myślenia, gdy wierzy, że wszyscy myślą, że jest zły.

“Nauczyciele często skarżą się na brak motywacji u uczniów, ale przecież wiemy, że żaden uczeń nie idzie do szkoły by przegrać. Ludzie mają naturalną ‘motywację do odniesienia jakiegoś stopnia skuteczności’, mówi dyrektor Brooks, a brak motywacji, jaki niektórzy uczniowie wykazują, może być po prostu ‘motywacją unikania’.”

Wydaje mi się, że dyrektor Brooks trafił w sedno, bo uczniowie – nie widząc sensu tego, czego mają się nauczyć, lub z góry zakładając, że “i tak mi się nie uda”  – unikają tego przedmiotu, tej lekcji, tego tematu. Lub po prostu unikają szkoły.

claudia-587578-unsplash

Uczniowie mogą być ‘zmotywowani do unikania’ z wielu powodów, lecz nazywanie ich leniwymi lub bez wytrwałości czy niezorganizowanymi raczej nie poprawi tych postaw.

„Kiedy mówisz, że uczeń nie jest zmotywowany lub nic go nie obchodzi, z biegu odzwierciedlasz sposób myślenia, w którym obwiniasz ucznia za ten stan”, mówi dyrektor Brooks.

A o wiele bardziej skuteczne, wydaje mi się, jest zadanie pytania dlaczego uczeń chce unikać nauki i dlaczego nie chce mu się pracować. Bardziej skuteczne jest zastanowienie się, jak pomóc uczniom odnaleźć cel siedzenia 45 minut w ciasnej ławce w ciasnym rzędzie ławek. Bardziej efektywne jest zastanowienie się, jak sprawić, by uczniowie poczuli się zauważeni (lub nawet ‘ważni’) i że warto w tej klasie pozostać bo nauczyciel pomoże im dostrzec własne mocne strony, a z tymi atutami będą potrafili pokazać na co ich stać. Piszę o tym we wpisie Stos zadań domowych czy szczęśliwy uczeń? oraz Co ma szczęście do nauki?

Nie jest to łatwe, szczególnie w licznej klasie. Dlatego też zorganizowanie lekcji opartej na współpracy w zespole, wspólnym uczeniu się w wieloraki sposób, pozwoli nauczycielowi skupić się na pomaganiu poszczególnym uczniom w znalezieniu sensu i celu uczenia się.

Niemniej jednak, warto spróbować.