Skoro uczniowie w jednej klasie różnią się wszystkim – wzrostem, wiekiem (choć są z jednego rocznika), kolorem oczu, zainteresowaniami, umiejętnościami wypowiedzi czy pisania, czytania czy liczenia – jak można oczekiwać od nich, że będą się uczyć tego samego, w tym samym czasie, i w tej samej kolejności?

Nie można.

A jednak w ten sposób skonstruowane są lekcje w wielu szkołach. Otwieramy podręcznik, na przykład do j. angielskiego, na stronie 27. Czytamy czytankę. Wypełniamy luki w przykładowych zdaniach. Chóralnie powtarzamy „he is, she is, it is.” Dziś czas teraźniejszy. Jutro czas przeszły. Wbijamy pamięciowo „słówka,” bo będą pojutrze na klasówce. A pod koniec tygodnia okazuje się, że nadal nie pamiętamy słownictwa, nadal nie potrafimy sklecić zdania, a na widok cudzoziemca uciekamy na drugą stronę ulicy, byle nie zapytał o drogę do dworca.

W naszej szkole już od lat 80-tych nie używamy podręczników. Z grubsza, wraz z innymi nauczycielami tworzymy tematyczne bloki, w których uczeń ma sporo do wyboru. Niektórzy uczniowie przychodzą do nas z innych systemów szkolnych i zajmuje im kilka miesięcy zanim przyzwyczają się do tego, że owszem, MOGĄ siedzieć przy stoliku i nic nie mówić, ale fajniej jest pracować w grupie i starać się pogadać nawet swoim łamanym angielskim. Wiedzą, że MOGĄ nie odrobić zadania domowego, ale lepiej jest przygotować się do współpracy, bo tego oczekują rówieśnicy, a złożony projekt na podstawie noweli posuwa się do przodu gdy wszyscy się do niego przykładają.

A gdy przychodzi czas napisania refleksji o swoim wkładzie pracy, o swojej zwiększonej wiedzy i lepszych umiejętnościach, uczeń chętnie opowiada o przebiegu swej nauki i zebranym doświadczeniu – co się udało, co nie wyszło i dlaczego, jakie strategie zadziałały a które nie, i co można usprawnić następnym razem, bo przecież następnym razem pójdzie lepiej, prawda?

Dlatego wybór tematów (lub nawet wybranego aspektu z tematu narzuconego przez podstawę programową,) dlatego praca w grupach nad projektami daje uczniom możliwość nie tylko przyswojenia wiedzy, która ich interesuje, ale stwarza bardziej komfortowe warunki do rozwijania wielu umiejętności. Uczniowie mają wewnętrzny bodziec do nauki.

bell2

 

W naszej szkole nie ma dzwonków. I nieraz, gdy nadchodzi koniec lekcji bo 75 minut minęło w mgnieniu oka i muszę wyganiać uczniów z klasy, jęczą: Oooo…. Już koniec? A tak się fajnie pracowało.

Ostatnio usłyszałam to od ucznia, który na początku roku szkolnego siedział jak posąg przy stoliku. Siedział i powtarzał jak mantrę: „Musisz mi powiedzieć co ja mam robić. Ja nie wiem co mam robić. Dlaczego każesz mi uczyć się  z kolegą? Nauczyciel ma uczyć. Ja mam słuchać i powtarzać.”

A dziś, stojąc przed klasą i analizując fragment wiersza, patrzy na mnie z uśmiechem. Stoi obok kolegi, z którym wspólnie opracował ciekawą interpretację. Słucha innych, włącza się w dyskusję. Choć tydzień temu słysząc słowa „analiza wiersza” skulił się wykrzywiony, mówiąc „nie umiem, nie lubię, nie będę tego robił,” dziś jest dumny ze swojego wkładu w naukę wszystkich słuchających go w klasie.

Na szkoleniu online „Learning Now”, którego słuchaczką jestem w tym tygodniu, padło dziś pytanie „Who owns the learning?” – kto jest właścicielem/kierownikiem uczenia się?

Rozumiem ten koncept przez pryzmat mojego ucznia – tak, ON jest właścicielem, ON kontroluje swoje uczenie się, a JA mu w tym tylko pomagam. MOIM zadaniem jest ułatwić mu przedsięwzięcie, stworzyć atmosferę przyjazną dla nauki wspólnie z innymi, pokazać kilka strategii na początek i zachęcać do działania, podtrzymywać na duchu w chwilach zwątpienia przed piętrzącymi się trudnościami. Ja o tym wiedziałam od początku roku. Do NIEGO właśnie to dociera. Do wielu innych dotarło o wiele szybciej.

Bo taki wybór, takie przekazanie sterów działa. Moi uczniowie sami kręcą kołem i kierują swym okrętem na oceanie wiedzy.

Jakie więc zmiany muszą nastąpić dziś w przeciętnej publicznej szkole? Co dziś można i trzeba zmienić, i jak przekazać uczniom stery uczenia się?

Porozmawiajmy o tym. 🙂