Wielu nauczycieli uważa, że personalizowanie nauki nie może odbyć się bez wielkich nakładów finansowych na laptopy, tablety czy inne technologiczne nowinki, tak, by każdy uczeń miał własny gadżet. Bo czyż nie na tym personalizacja polega?

Okazuje się, że nie. W swoim artykule na portalu Edutopia.org Personalized learning isn’t about tech Paul France opisuje trzy ważne elementy personalizacji. Kluczem do sukcesu jest umożliwienie uczniom podejmowania decyzji, by sami mogli kształtować własne doświadczenia.

Foto: DigitalClarityGroup

Jak pisze France, spersonalizowane uczenie się wymaga inwestycji w ludzi i przede wszystkim rozwijania relacji między nimi. Nie trzeba wiele. Wystarczy kilka prostych zmian w podejściu do nauczania i w praktyce. Zmian, które odchodzą od personalizacji dla uczniów a skupiają się na personalizacji z uczniami.

Na czym to polega?

Wielu nauczycieli do pewnego stopnia już to robi, mówi Paul France. I świetnie. Trzeba częściej o tym mówić!

Po pierwsze: naucz uczniów relacji. W spersonalizowanej klasie najważniejsze są relacje międzyludzkie, a przede wszystkim między uczniami. W nich trzeba zainwestować. Bo gdy uczniowie odgrywają ważną rolę w swojej własnej edukacji, personalizację nauki udaje się utrzymać na dłuższą metę.

Po drugie: wprowadź do programu wybór. Uczeń musi mieć szansę wyboru, choćby niewielkiego na początek, czego i jak będzie się uczył. Choć wielu nauczycieli twierdzi, że uczniowie przejmując stery skręcają na manowce (szczególnie internetowe), lub mając za dużo do wyboru nie wiedzą co począć, to jednak umiejętne połączenie wymagań przynosi pożądany skutek. Jasno zdefiniowane standardy tworzą ramy, które zapewniają uczniom naukę tego, czego potrzebują – mówi Paul France. A potrzebują tylko bazy. Natomiast na tej bazie wiedzy wielorakie zajęcia pomagają uczniom przyswoić wiedzę i wyćwiczyć umiejętności. Takie ćwiczenia i zajęcia, kiedy uczeń dokonuje świadomego wyboru, są środkiem, dzięki któremu każde dziecko będzie również personalizować proces uczenia się poprzez samodzielne podejmowanie decyzji.

 Po trzecie: wprowadź formatywne oceny oraz strukturę informacji zwrotnych. By uczniowie mogli przejąć stery swej nauki potrzebna jest najpierw nauka zachowania w grupie, wykształcenie społeczne i kompetencje emocjonalne. Nauczyciel, który tak naprawdę powinien odejść od tablicy i pozwolić uczniom na swobodną naukę, może skupić się na części najważniejszej – interakcji z dziećmi.

Paul France pisze, że kiedy jego uczniowie ćwiczą swoją samodzielność, on jest w stanie chodzić między nimi, asystować im, przekazywać informacje zwrotne, a nawet w razie potrzeby tworzyć małe grupy by przekazać konkretną informację potrzebną kilku uczniom do dalszego działania.

France twierdzi, że informacja zwrotna, czyli „feedback”, jest siłą życiową spersonalizowanej nauki, nie technologia. Zgadzam się. Oczywiście, technologia może nam pomóc, ale informacje zwrotne to przede wszystkim interakcje między ludźmi, między uczniami nawzajem i między nauczycielem a uczniami. Czas nauczyciela jest najlepiej wykorzystany w klasie gdy spędza go dając sensowne informacje zwrotne i pracując z uczniami indywidualnie lub w małych grupach.

France kończy artykuł mówiąc, że współpracując z uczniami i budując możliwości dla samodzielnego podejmowania decyzji i dokonywania wyboru, jako nauczyciele zaczynamy dzielić się odpowiedzialnością związaną z nauką.

I też zgadzam się. Od lat już mówię moim uczniom: WY jesteście odpowiedzialni za swoją naukę i wiedzę, i WY podejmujecie decyzje bo JA, wasza nauczycielka, daję Wam możliwość wyboru.

Na początku każdego roku dostaję nową klasę złożoną z wielu narodowości, uczniów z wielu różnych systemów edukacyjnych. Nie jest lekko.

Ale co roku uczniowie powoli, z pomocą i ciągłym podtrzymywaniem na duchu w próbach i działaniach, jednak przejmują te stery. Przejmują odpowiedzialność za swoją naukę. Lepiej rozumieją, że uczą się nie dla stopni czy rodziców, ale dla umiejętności potrzebnych im w życiu do konkretnych celów. Ich celów, własnych.

Kilka lat temu pewna uczennica z Danii tak napisała na koniec roku w zadanej przeze mnie refleksji:

Słabo znała język na początku i obawiała się odezwać. Ale podczas roku, w atmosferze klasy w której błędy były okazją do zrozumienia ich źródeł, a prób i ćwiczeń było sporo zanim miała pisać lub mówić „na stopień”, jej postęp we władaniu językiem angielskim był fenomenalny.

Jednak dla mnie najważniejsze były słowa powyżej: – Najbardziej podobało mi się to, że zachęcałaś nas do samodzielnego myślenia.

Bo tak było – zachęcałam także do podejmowania decyzji i świadomego wyboru.

– Że nie ma jednej „prawdziwej” odpowiedzi na każde pytanie, że każdy ma swoją „rację” wymagającą szacunku i przemyślenia.  I pod koniec refleksji Ida napisała: nigdy nie doświadczyłam kursu szkolnego, który tyle by mnie nauczył o życiu i szacunku do innych ludzi jak ten kurs.

Łzy w oczach (nawet po kilku latach 😉 ) i kurtyna.