Sugata Mitra, fizyk teoretyk, profesor na wydziale Technologii Edukacyjnej w Szkole Edukacji, Komunikacji i Językoznawstwa na Uniwersytecie Newcastle w Anglii, został nagrodzony Nagrodą TED w 2013 r. za wykład „Zbuduj szkołę w chmurze” o swym eksperymencie „Dziura w ścianie” (tu artykuł o tym na Edutopia.org).  Dzieci które nigdy nie widziały komputera nauczyły się używać PC-ta, którego Sugata zainstalował w ścianie niedaleko jednego ze slumsów w Indiach.

Obejrzałam jego przezentację na „ITSLearning User Conference 2017” w Norwegii, zaciekawiona w jaki sposób przeprowadził te eksperymenty i co z tego wynikło – jaki związek ma dzisiejsza edukacja z technologią.

webinar1

W jaki sposób dzieci mogą same uczyć się z sieci?

Sugata przeniósł swój eksperyment z Indii do północnej Norwegii, i nadal miał te same wyniki. W Anglii ten sam rezultat: dzieci uczyły się,  i to uczyły się samodzielnie.

W swym wykładzie Sugata Mitra kilka razy powtarza jak mantrę – mówimy o „przyszłości uczenia się, a nie przyszłości edukacji!”

Kim jest Mitra? Jest fizykiem teoretycznym, który na początku lat 1990 zaczął pisać programy dla IT. Pracował w pobliżu slumsu pełnego dzieci. Pewnego dnia pomyślał, że w slumsie na pewno są jakieś dzieci które mogłyby nauczyć się programowania. Komputery już wtedy stały na biurkach, więc postanowił poświęcić swoje 2-miesięczne wynagrodzenie by kupić komputer, wbudować go w ścianę i zobaczyć, co się stanie. Taki „domowej-roboty-terminal” jak mówi.

Cichaczem połączył go kablem internetowym z gabinetu i czekał, patrząc jak dzieciaki zbierają się i oglądają komputer. Ale nie tknęły. Był to rok 1999. Komputer był zaprogramowany w języku angielskim, którego nie znali. Internet był dla nich kompletną niewiadomą. Windows tajemnicą. Twardy dysk komputera był pusty.

webinar2

Dopiero gdy odszedł, dzieciaki zaczęły w nim grzebać.  Po jakimś czasie do biura wszedł kolega, pytając, kto nauczył dzieci przeglądać strony internetowe? Nie wierzył, że zrobili to na własną rękę. Nikt nie wierzył. Mitra wywiózł eksperyment 300 km poza miasto, do odległej wioski. Zainstalował taki sam komputer w ścianie jakiegoś slumsu. Bez koncepcji internetu, bez języka angielskiego, ale pozostawione same sobie z komputerem, dzieciaki wymyśliły co trzeba zrobić by go obsłużyć. „Chmurę” nazwały „tam” i ściągnęły jakąś grę „stamtąd” do grania na pececie i zawzięcie w nią grały.

Sugata Mitra zadaje ważne pytanie: KTO uczy te dzieci? Prasa nazwała to edukacją „przez dziurę w ścianie”, ale Mitra nazywa to spontanicznym uczeniem się. Bo 8-latek uczy 6-latka.

Znam to. Nauczyłam się czytać w wieku 4 lat, a wszystko przez moją siedmioletnią sąsiadkę Joasię, która już uczęszczała do szkoły. Zazdrościłam jej. Chciałam koniecznie wiedzieć, co można się dowiedzieć z literek ułożonych w słowa na kartkach jej książek. Zżerała mnie ciekawość, męczyłam ją tak długo, że się w końcu poddała, „No chodź, zabawimy się w szkołę.” Ciekawość wygrała. Determinacja mnie nauczyła.

Mitra mówi, że takie nauczanie oparte na dociekaniu można wprowadzić nawet w liczebnej klasie. 20-25 dzieci? Bez problemu. Wystarczy ustawić 5 komputerów o odpowiednio dużych ekranach.

Wzbudź w uczniach ciekawość, aby dotrzeć do ważnego pytania.

Na przykład Mitra zapytał klasę 10-latków: Czym widzimy?  Oczami.  OK, więc teraz zamknij oczy i nie otwieraj ich, dopóki ci nie powiem.

30 sekund później: otwórzcie oczy. Co widziałeś, gdy twoje oczy były zamknięte. Dzieci mówią – widziałem słonia, widziałem mojego brata i mnie w łodzi, a on wypadł. Widziałem szkołę i autobus.

Jak mogłeś to zobaczyć, jak miałeś zamknięte oczy? Czy widzimy też, kiedy śnimy? W JAKI SPOSÓB? JAK WIDZIMY W SNACH?

„Pozwól dzieciom zbadać temat,” mówi Mitra. „Wpuść je w sieć internetową, niech zostaną badaczami. W grupy podzielą się sami. Sami rozwiążą problemy. Będą pomagać sobie nawzajem, nauczać się nawzajem. Wymyślać odpowiedzi na ważne pytanie i pytania które pojawią się po drodze. A potem całej klasie opowiedzą czego się dowiedzieli, a nauczyciel zgromadzi te informacje w podsumowaniu wyników, korygując jeśli trzeba.”

Na wykładzie w Norwegii Mitra prosi nauczycieli by zaklaskali rytmicznie. Na początku jest chaos – ale za chwilę wszyscy już klaszczą rytmicznie. Intuicyjnie dostosowują rytm.

„To samo dzieje się z dziećmi,” mówi Mitra. „Jeśli nauczyciel odejdzie kilka kroków i pozwoli uczniom samodzielnie wykombinować odpowiedzi na pytania i problemy, nauczą się więcej, i z większym zainteresowaniem i zaangażowaniem będą się starać. A jeśli nauczyciel będzie ich wysiłki chwalił, wzbudzi w uczniach jeszcze większą ochotę do wzmożonej pracy.”

Myślę, że Sugita Mitra ma wiele racji. Nie od wczoraj wiadomo, że dzieci najchętniej uczą się tego, czym się najbardziej interesują. Właśnie przypadkowo odkryłam 12-letniego gitarzystę na Fejsbuku. Gra bluesa aż ciarki chodzą. W wieku 10 lat nagrał bluesa dla zmarłego właśnie BB. Kinga. Co niedzielę wrzuca do sieci jedno niesamowite nagranie.

A zaczął od ukulele które podarowała mu babcia jak miał 4 latka. W wieku 8 lat otrzymał swoją pierwszą gitarę, i od tego czasu rozwija się w niesamowitym tempie. Toby Lee to jeden z tysięcy jak nie setek tysięcy przykładów, że dziecko chwalone za swój wysiłek jest chętne do zgłębiania wiedzy i rozwoju umiejętności, a wtedy może daleko zajść.

W swoich klasach staram się stawiać przed uczniami skomplikowane wyzwania, prace w grupach wymagające samo-organizacji, długoterminowego planowania, i zebrania informacji nie tylko z sieci, ale osobiście fatygując się w kilka miejsc w mieście. Właśnie 11 klasa skończyła taki projekt, a 9 jeszcze działa. Trudne wyzwanie z racji piekielnych korków i ciemności od 18 do 6 rano. Uczniowie narzekają, że się nie da, a ja uparcie twierdzę, że się da. „Spróbujcie innego sposobu, na przykład…” podsuwam czasem kilka niedokończonych pomysłów, by jednak sami doszli do rozwiązań a nie czekali na gotowca ode mnie. Chwalę ich za drobne sukcesy po drodze, podtrzymuję na duchu, wspieram w dalszej pracy aż do dnia prezentacji, choć nie zawsze z różnych przyczyn projekt jest doprowadzony do końca. To też jest ważną lekcją.

A potem delektujemy się nowo zdobytymi umiejętnościami i wiedzą, a przede wszystkim dzielimy się doświadczeniami w refleksji: Jak się czułeś przed projektem a jak w trakcie? Jak rozwiązałyście problemy? Jak układała się praca w grupie? Czego doświadczyłyście? Jakie odczucia macie po całym wysiłku? Co usprawnicie następnym razem?

Bo uważam, że dzieci uczą się dziś dla przyszłości swojej i nas wszystkich.