Rodzice dzisiejszych uczniów i studentów uniwersyteckich nadal tkwią w XX wieku, twierdzi Tom Whitby na portalu Edutopia.org w swoim artykule z 2014 roku pt. Educating Parents about Education. Czy naprawdę trzeba edukować rodziców na temat edukacji?

Oczywiście! Niewiele się pod tym względem zmieniło przez trzy lata, czy to w USA czy w Polsce, czy w wielu innych krajach. Zmiany w sposobie postrzegania edukacji trwają. Nauczyciele powoli zmieniają sposób prowadzenia lekcji z systemu podawczego na inny (są różne metody, a każda ma swoje zalety). Uczniowie coraz częściej mogą decydować o tym czego i jak się uczą, i obejmować kontrolę nad tym co i jak przyswajają.

A rodzice? Starsze pokolenie często nadal twierdzi, że „ja się tak uczyłem, to i moje dzieci też tak mogą.” I nie zmieniają swojego zdania. Wiem, słyszę to do tej pory na niemal każdej wywiadówce.

ptc1

No chyba, że…

No właśnie. Co musi się stać, by rodzice uwierzyli w najnowsze badania naukowe, nowoczesne sposoby uczenia i uczenia się, dostrzegli nowe potrzeby rynku pracy, do którego trzeba przysposobić pracowników już dziś?

Tom Whitby punktuje. W dzisiejszych czasach wszyscy muszą zrozumieć, że:

  • Jakość pracy nauczyciela nie może być oceniana na podstawie ilości zadanej pracy domowej.
  • Wiedza nauczyciela nie może być ani czynnikiem kontrolującym, ani ograniczającym naukę ucznia.
  • Ciche i uległe dzieci niekoniecznie są zaangażowane w naukę.
  • Rzędy ławek ani nie zapewniają skupienia na lekcji, ani przyswajania wiedzy.
  • Nauka nie ogranicza się do lekcji w szkole.

Whitby twierdzi, że jedyną rzeczą, która łączy większość Amerykanów jest ich doświadczenie z coraz bardziej kulejącym systemem edukacji. W rezultacie prawie każdy ma wyrobioną opinię na temat tego, co jest dobre, a przede wszystkim, co dolega edukacji.

Myślę, że w Polsce jest podobnie. Osobiste doświadczenia szkolne każdego rodzica wpływają na jego opinię, a wiadomo, że każdy kibic jest kanapowym ekspertem w danej dziedzinie, z edukacją włącznie. Nawet nie wszyscy nauczyciele akceptują powyższe punkty, a co dopiero rodzice.

Oczywiście, najważniejszą kwestią dla każdego rodzica jest: „Czy moje dziecko otrzymuje odpowiednie wykształcenie, i czy dzięki tej szkole dobrze ułoży sobie życie?”

Whitby twierdzi, że kluczowym czynnikiem w kontakcie nauczycieli i rodziców jest komunikacja w obie strony, natomiast dziś do tego należy dodać przejrzystość. Rodzice muszą rozumieć ewolucyjność zmian następujących w edukacji, nie tylko wiedzieć, że jakieś tam zmiany następują.

A jak wyedukować rodziców? Whitby przytacza całą listę sprawdzonych sposobów.

W naszej szkole, na przykład, każda zmiana w systemie edukacji – likwidacja dzwonków, albo skrócenie czasu lekcji z 85 minut do 75 i tym samym zwiększenie liczby lekcji z czterech do pięciu dziennie, albo zlikwidowanie egzaminów semestralnych – poprzedzone są konsultacjami z uczniami i nauczycielami.

rodzice1

A przede wszystkim przeprowadzane są spotkania z rodzicami, którym kilkakrotnie dyrektorzy i doradcy wyjaśniają potrzeby uczniów i najnowsze badania naukowe stojące za zmianami. Wyjaśnienia publikowane są też w rozmaitych newsletterach, na szkolnej stronie internetowej, wysyłane są mailem, tak, by żaden rodzic nie został zaskoczony zmianami, i by wszyscy rozumieli sens zmian.

Co nie znaczy, że się wszyscy ze zmianami zawsze zgadzają. Wielu rodziców, pochodzących z wielu krajów i wyedukowanych w wielu różnych systemach szkolnych, często ma zastrzeżenia co do słuszności wprowadzanych zmian. Niemniej jednak, wyedukowani na szkoleniach i pogadankach lub ulotkami i mailami, rozumieją przesłanki i podstawy naukowe dla konkretnej zmiany, a mając forum do zadawania pytań, czują się również wysłuchani.

Dlatego warto zagonić rodziców do szkoły. I już się to dzieje! Zakręcony Belfer czyli Asia Krzemińska już to robi – przeczytajcie! Warto z rodzicami zbudować dobre relacje! 🙂